CzłowiekŻycie

Horror polskich domów

Scared young girl with an adult man's hand covering her mouth

Mała Ania

Najmłodszą dziewczynkę wziąłem na kolana. Bardzo łaknęła mojej uwagi.

W Domu Dziecka potrzeba bliskości to przecież rzecz oczywista.

Ale ona patrzyła na mnie inaczej. Miała 8 lat. Jej spojrzenie było jednak całkiem dorosłe. W pełni dojrzałe i pełne seksualnego napięcia, co pojąłem dopiero po chwili.

Na początku w ogóle tego nie dostrzegałem. Nie rozumiałem. Pewnie nie chciałem rozumieć. Małe dziecko siedzące mi na kolanach patrzyło mi namiętnie w oczy, po czym ze spokojem i gracją położyło dłoń na mojej twarzy. Nie odrywając wzroku zjechało dłonią na moje piersi i uśmiechnęło się zalotnie.

Dopiero, gdy jego dłoń zaczęła zsuwać się w stronę mego pasa, a ono przygryzło wargę z podniecenia zerwałem się na równe nogi i posadziłem je na krzesło. A może nawet rzuciłem. Nie pamiętam już. Z wielkim przerażeniem spojrzałem pytająco na wychowawczynię, która siedziała obok. W jej oczach dostrzegłem głębię dramatu tego maleństwa, ale dopiero późniejsza opowieść o domu małej Ani rzuciła mnie naprawdę na kolana.

Jak byłem mały sądziłem zawsze, że bidul jest najgorszym, co może spotkać dziecko. Taki był mój obraz świata z perspektywy ciepłego, kochającego Domu. Kilka historii, jakich nasłuchałem się w Domu Dziecka z jednej z podwrocławskich miejscowości sprawiło, że zacząłem myśleć dokładnie odwrotnie. Dom Dziecka był najlepszym, co spotkało te dzieciaki w ich przerażającym życiu.

Mała Ania była z pełnej, ale tak zwanej dysfunkcyjnej rodziny. Rodzice pracowali co najwyżej dorywczo. Utrzymywali się z zasiłku. Nadużywali alkoholu, choć z braku pieniędzy najczęściej i tego brakowało.

Ojciec małej Ani znalazł jednak sposób, by zapewnić sobie ciągły do niego dostęp. Ojciec małej Ani sprzedawał małą Anię kolegom za butelkę wódki.

Stosunki seksualne ze starymi, brudnymi, śmierdzącymi wódą i rzygowinami menelami nie były dla małej Ani niczym nowym. Takie stosunki utrzymywała z własnym ojcem od skończenia czwartego roku życia. Musiała uznać, że tak ma być. Że tak jest normalnie.

Do ojca małej Ani koledzy przychodzili regularnie. Zasada była prosta – płatność z góry. Za to wypić można było wspólnie. Piła też matka małej Ani. Póżniej klient oddalał się do pokoju rodziców, gdzie mała Ania musiała już czekać. Tutaj zasady się kończyły. Klientowi wolno było wszystko.

Mała Ania była więc gwałcona na wszystkie możliwe sposoby, podczas gdy śmiechy rodziców dochodziły zza ściany. Matka biła ją, gdy mała Ania próbowała uciekać z pokoju. Później już nie próbowała. Po latach lekarze stwierdzili, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Również jej odbyt nigdy nie osiągnie pełnej sprawności po kilkukrotnim rozerwaniu. Wirusa HPV też łapie się na całe życie. U małej Ani najczęściej doprowadza on do silnych zakażeń jamy ustnej. Tam się nim zakaziła.

Kiedy Klient skończył, wchodził następny. I następny. I następny. Chcąc skorzystać z małej Ani raz jeszcze, trzeba było zapłacić ponownie. Nie dało się na zeszyt. Tak więc wycieczka do sklepu i można było znów zacząć bawić się na nowo.

To trwało cztery lata. Niemal codziennie. Kończąc osiem lat mała Ania miała już na swoim koncie więcej mężczyzn i więcej odbytych stosunków, niż przeciętna kobieta przez całe swoje życie.

Mała Ania polubiła to, co się z nią działo. Musiała to polubić. Tak bronił się przed szaleństwem jej młody niewinny mózg. Wykorzystywanie seksualne utożsamiała z bliskością, z okazywaniem uczuć, utożsamiała to z miłością, bo innej formy nigdy nie zaznała.

W końcu Policja przesłuchując jednego z meneli w zupełnie innej sprawie dowiedziała się przypadkiem o domu uciech niedaleko Rynku w małym miasteczku. Mała Ania została uwolniona. Ojciec i matka skazani. Na jakieś dwa lata. Wyszli po roku. Mogą odwiedzać dziecko.

Większość dzieci z tego Domu Dziecka miało na koncie podobne dzieciństwo. W najlepszym wypadku były bite i katowane. Ale one miały szczęście. Były z domów patologicznych, dysfunkcyjnych, a zatem monitorowanych przez Opiekę Społeczną.

Little girl crying in the corner. Domestic violence concept.

Zosia

Dom Zosi nie był monitorowany. Jej tato pracował w banku. Mama prowadziła własną działalność. Powodziło im się lepiej, niż przeciętnie.

Mama zawsze była perfekcjonistką. Idealny dom, idealny mąż, idealna praca, idealna fryzura i paznokcie. Dziecko też miało być idealne. Ale nie było.

Zosia była zawsze bardzo uczuciowym dzieckiem, ale żyła w świecie swojej wyobraźni. Przez to była zawsze roztargniona, trochę wolniejsza niż rówieśnicy. Często coś gubiła, bądź niszczyła przez nieuwagę. Miała też problemy z nauką, ponieważ nie mogła się skupić na lekcjach.

Mama Zosi zmuszona była tą sytuacją zarządzić. Zobowiązała więc tatę Zosi do systematycznego bicia dziecka za każde przewinienie. Dała mu też narzędzie – szpicrutę, której używała do poganiania konia podczas weekendowych ujeżdżań w stadninie pod Lublinem. Na konia działała.

Na Zosię działała słabiej. Ciężko biciem wyegzekwować utratę wrażliwości. Była więc bita częściej i mocniej. W szkole nikt nie zwróciłby zapewne uwagi na jej kompletną alienację i przygnębienie, bo przecież od zawsze żyła w swoim świecie. Gdzieś obok.

Nikt by nie zauważył ran na psychice, gdyby nauczycielka WF’u nie zauważyła krwawych pręg po szpicrucie na plecach i pośladkach dziecka. W obecności lekarza i policji przebadano dziecko. Okazało się, że na całym jej ciele można było znaleść trwałe blizny. Również na kościach po kilku przebytych złamaniach.

Zosia nie powiedziała, skąd są te ślady. Mówiła, że jest niezdarą. Że często upada. Nic więcej.

Rodzice wszystkiego się wyparli. To wystarczyło.

Shot depicting child abuse or punishment

Horror w liczbach

Historia małej Ani, czyli wykorzystywanie seksualne dziecka w domu rodzinnym, to według policji dramat około 3% dzieci w Polsce. Oficjalnie, bo prawdziwych danych nikt nie zna. Infiltracja przestrzeni domowej jest trudna, bądź niemożliwa, a problem co najmniej wstydliwy i ukrywany. Również przez sprawcę.

Szacuje się jednak, że molestowania we własnych domach, może doświadczać nawet 10% polskich dzieci. To grubo ponad pół miliona (!!!).

Inaczej sprawy mają się z biciem. Tutaj dane są dużo bardziej precyzyjne. Nie dlatego, że policja jakoś skuteczniej monitoruje ten problem ale dlatego, że Polacy bardzo chętnie do bicia się przyznają.

Według badań opublikowanych w listopadzie 2013 roku przez TNS OBOP dla portalu Gazeta.pl, 60% Polaków akceptuje klapsy, 40% bicie dzieci. 35% Polaków nie uważa, że bicie dzieci jest niezgodne z prawem, a 33% uznaje bicie dzieci za skuteczną metodę wychowawczą.

Według Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego kary cielesne są obecne nawet w 80% polskich domów.

I choć bicie biciu nie jest równe, bo klaps to nie to samo co katowanie metalowym prętem, czy przypalanie papierosami, to jednak już same liczby przerażają.

Według psychologów już jeden klaps rujnuje w dziecku poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do rodzica, wiarę w jego miłość. Systematyczne klapsy powodują trwałe zmiany w strukturach mózgu.

„Krzywdzone dzieci chorują częściej. Nie ulega wątpliwości, że krzywdzenie dzieci jest jednym z podstawowych zagrożeń (skutków lub przyczyn) zdrowia psychicznego. Mówią to psychoterapeuci od niepamiętnych czasów. Większość ludzi z zaburzeniami emocjonalnymi, nerwicami, depresjami, miała w dzieciństwie drastyczne albo subtelne formy krzywdzenia. A zaburzenia zdrowia psychicznego są jednym z największych wyzwań zdrowia publicznego w przyszłości. Każdy rok życia w ciągłym stresie uszkadza system immunologiczny.” czytamy w raporcie PZP.

(http://www.psychologia.edu.pl/dziupla-jurka/teksty/1372-polska-przemoc-domowa.html)

Skutki doraźne bicia, to:

  • cierpienie i lęk,
  • obniżenie odporności i zaburzenia somatyczne,
  • urazy,
  • trudności w nauce,
  • zaburzenia zachowania i agresywności.

Skutki długotrwałe, to:

  • choroby psychosomatyczne,
  • zaburzenia emocjonalne i uzależnienia,
  • brak satysfakcji z życia,
  • trudności we współżyciu z ludźmi,
  • predyspozycje do stosowania przemocy.

Większość Polaków zetknęła się z przemocą domową. Biją i znęcają się psychicznie mężczyźni i kobiety. W zaciszu czterech ścian panuje przemoc fizyczna, psychiczna oraz seksualna. Tak wynika z rządowego raportu.

W I półroczu 2014 r. policja wykryła aż o 42 proc. więcej jej przypadków niż w analogicznym okresie ub.r. Po raz pierwszy wskazano też na wykorzystywanie ekonomiczne – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”

Od początku roku policjanci założyli ponad 39 tys. niebieskich kart – dokumentów potwierdzających przemoc. W tym samym okresie 2013 r. było ich 27,7 tys. Statystyki przeczą stereotypom, że domowe nękanie to domena ubogich rodzin. Najwięcej niebieskich kart założono w 2014 r. w Dolnośląskiem i Warmińsko-Mazurskiem, ale także w Małopolskiem, które nie należy do najbiedniejszych – wskazuje dziennik.

Zbierając wszystkie dane do przysłowiowej kupy jawi nam się obraz krwawej i przerażonej Polski. Polski bitych i gwałconych dzieci. Polski maltretowanych i zastraszanych kobiet, ale coraz częściej też i mężczyzn. Polski skrzywdzonej. Fizycznie i psychicznie.

Jak trwoga, to do Boga?

Jak to możliwe, że w kraju szczycącym się ponad 90% przynależnością do kościoła katolickiego, wyznającego tak szczytne wartości miłości bliźniego, dochodzi do takich dramatów?!

Rzecz w tym, że kościół nie ma nic przeciwko…

– Pismo Święte mówi wyraźnie: „Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć”. Oznacza to, że rodzic w procesie wychowania ma prawo do używania kar. Mniej więcej do 3 roku życia odpowiednim środkiem jest klaps, później nie ma potrzeby używania go, bo do dziecka zaczynają dochodzić racjonalne argumenty, konsekwencje. To one przejmują funkcję „rózgi” – mówi ksiądz Jarosław Szymczak z Wydziału Studiów nad Rodziną UKSW. (Na Temat)

Do 3 roku życia dziecka należy je bić! Trzyletnie dziecko?! Maleństwo, które wymaga 100% miłości, delikatności, subtelności?! Takie dziecko NALEŻY bić, bo nie docierają do niego jeszcze racjonalne argumenty? Mówi to ktoś czyli ktoś, kto o dzieciach wie przecież najwięcej. W końcu jest księdzem.

I ten ksiądz-dewiant, w moich oczach pieprzony zwyrodnialec może coś takiego powiedzieć publicznie w kraju, w którym oficjalnie bicie dzieci jest karalne i nie jest pociągnięty za to do żadnej odpowiedzialności?! Choćby w imię Art. 255 §3 KK za nawoływanie do popełnienia przestępstwa…

A co na to Papież?! …chciałoby się wykrzyczeć!! Może taki ksiądz, to podobny psychol jak Oko, nie zasługujący na uwagę. Może głos Papieża w tej sytuacji da nadzieję na ratunek w kościele?

Oto jego słowa…

– Jeden z ojców powiedział: „Czasami muszę uderzyć dzieci, ale nigdy nie biję ich po twarzy, aby ich nie poniżyć”. Jakie to piękne. Ten ojciec ma poczucie godności swoich dzieci. Musi ukarać, czyni to sprawiedliwie i idzie dalej – mówił Franciszek. (http://www.tvn24.pl)

Czym to się różni od prymitywnego i barbarzyńskiego islamu?

„Bądźcie dobrzy dla kobiet, gdyż one są u was brankami(…). Jeśli one czynią nieposłuszeństwo widoczne, to pozostawiajcie je w łożach i bijcie je w sposób nieszkodliwy.” (Sahih Ibnu Huzejma, Hadis Nr 2809)

„Żywi ją z tego, co sam posiada i ubiera z tego, co ma, jeśli jest w stanie i nie wolno jej bić po twarzy, ubliżać a oddalać się( w przypadku jej nieposłuszeństwa) od niej tylko w domu.” (Sahih Ibnu Habban, Hadis Nr.4175)

Diabeł w sutannie

Kościół nie próbuje zwalczać przemocy nie tylko w swoich czterech ścianach. Kościół oficjalnie sprzeciwił się podpisaniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej! Dlaczego?

Kościół zezwalał na gwałty na dzieciach dokonywane przez księży-pedofili. W katolickich sierocińcach w Anglii, Irlandii i w całej Europie dzieci były gwałcone masowo przez całe dziesięciolecia.

Na niemal wszystkich placówkach katolickich na całym świcie dzieci były wykorzystywane przez duchownych. Przypomniał nam o tym ostatnio arcybiskup Wesołowski perwersyjnie wykorzystujący najmłodszych na biednej Dominikanie. Za coś do jedzenia. Za chwilę uwagi. Z potrzeby miłości.
Przypomniała nam o tym sprawa Siostry Bernadetty, która z prowadzonego przez siebie sierocińca zrobiła działający przez lata dom tortur i gwałtów dla kolejnych pokoleń niewinnych wychowanków.  Kościół nie tylko nie zwalczał tego zjawiska, ale robił wszystko by chronić sprawców i zatuszować kolejne skandale.

Kolejni papieże, z JP2 na czele skutecznie walczyli o dobre imię kościoła ukręcając łeb każdej kolejnej sprawie o molestowanie.

Kościół jest ostatnią instytucją, w której należałoby szukać pomocy.

Little girl about to be thumped by father

Winny

Największym winnym tej wielkiej zbrodni jest społeczne przyzwolenie. Również na przysłowiowego klapsa. Problemu wykorzystywania seksualnego nie zwalczy się łatwo, bo wszyscy w tym temacie milczą – świadomi swej zbrodni sprawcy oraz stłamszone ofiary.

Ale temat bicia dzieci podnoszony jest głośno i oficjalnie. Prawa do fizycznego karania bronią kościół i środowiska prawicowe, bo wydaje im się, że bronią prawa rodziny do samostanowienia. Z jednej strony walczą jak lwy o zamrożone zarodki, z drugiej zaś los narodzonych maleństw wydaje im się kompletnie obojętny.

Bicie dzieci to parszywa zbrodnia, która swoje źródło ma w głupocie, znieczulicy i bezsilności rodziców. Każdy klaps wymierzony w dziecko jest dowodem słabości wymierzającego go opiekuna.

Nie można kochać i bić! Nie można troszczyć się i krzywdzić!

Dzieci są naszym największym skarbem. Naszym małym-wielkim cudem! Obowiązkiem rodzica jest je wychowywać. Czasem poprzez kary, które osobiście wolę nazywać konsekwencjami, ale przez bicie?! NIGDY!

Dla mojego ośmioletniego synka jestem superbohaterem. Jestem największy, najsilniejszy, najmądrzejszy. Jestem jego żołnierzem, jego tarczą, jego bronią. Przy mnie czuje się najbezpieczniej na świecie. I choć sam biłem się setki razy w życiu, głównie w ringu, to nigdy, ale to przenigdy nie podniosłem ręki na moje maleństwo! Kiedy go tulę i trzymam na rękach, zastanawiam się czasami jakim trzeba być zwyrodnialcem, by uderzyć istotę tak delikatną, dla której jesteśmy przecież jedyną ostoją?!

Czy moje dziecko jest rozpieszczonym, bezstresowo wychowywanym gówniarzem, któremu wszystko wolno? Nic bardziej mylnego! Kiedy ostatnio dostał jakąś karę? Nie pamiętam… Nie było takiej potrzeby, bo są inne, po stokroć lepsze metody wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku.

Choć nie musi, mówi do mnie wyłącznie „Tatuniu”. Sto razy dziennie, sam z siebie, mówi jak bardzo mnie kocha. Całuje mnie przy każdej okazji. I razem ze mną trenuje boks…

Prawdziwy mężczyzna nie krzywdzi swojej rodziny. Prawdziwy ojciec nigdy nie podnosi ręki na swoje dziecko. Ten, kto to robi jest śmieciem, zasługującym wyłącznie na potępienie. Jest hańbą dla rodzaju męskiego. Nie ma i nigdy nie będzie usprawiedliwienia dla takiej formy okazania własnej słabości i bezradności.

Naszym obowiązkiem jest walczyć o prawa bitych dzieci do nietykalności. W Polsce jednak nie reaguje się na krzyki za ścianą. Nie pomaga się na ulicy szarpanej kobiecie. Nie daje się po gębie babie, która leje swoje pięcioletnie dziecko, bo to za wolno idzie, a ona się przecież spieszy!

A dlaczego nie daje się jej po pysku? Bo przecież kobiet się nie bije. Bo przecież bicie to przestępstwo i można trafić za kraty. Bo na to są paragrafy. Bo facetowi nie przystoi…
Ale dzieci się w Polsce bije! W świadomości społecznej rodzic może bić swoje dziecko. Właśnie dlatego, że jest SWOJE. Rodzic w Polsce uważa, że dziecko jest jego własnością, którą ma prawo dowolnie dysponować.

Bicie dziecka to jest przestępstwo i można za nie trafić za kraty! I są na to twarde paragrafy! I to nie przystoi ani facetowi, ani kobiecie, ani nikomu na świecie.

Przede wszystkim jednak bicie dziecka to pieprzone barbarzyństwo warte każdego potępienia!

Skoro wolno wybić szybę, by ratować psa pozostawionego w aucie przez właściciela-debila, ja uzurpuję sobie prawo do wybicia zębów człowiekowi, który w jakikolwiek sposób krzywdzi dziecko. Swoje, nie swoje. Wszystko jedno. Bo tego wymaga elementarna przyzwoitość. Bo słabszych należy bronić. Tego podobno nauczał kiedyś kościół…

Wiem. Jestem w mniejszości. Jest nas tylko 20%. Ale zarówno mała Ania, jak i Zosia i tysiące ich braci i sióstr w cierpieniu zasługują na to, by stanąć w ich obronie. Same bronić się nie potrafią.

What's your reaction?

Excited
0
Happy
0
In Love
0
Not Sure
0
Silly
0
Alex R.
Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, reklamą, marketingiem i Public Relations. Entuzjasta nowych technologii i zdrowego trybu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

    You may also like

    16 Comments

    1. mam nadzieje, ze coraz czesciej takich informacji bedziemy mogli czytac,
      nieznana jest liczba gwalconych dzieci,
      dzieci ktore przez cale zycie nosza w sobie strach i choroby z tego wynikajace
      a do tego nikt im wierzy gdy w dojrzalym wieku te fakty wychodza na jaw
      dziekuje, ze takie fakty sa publikowane

      1. #dana

        W tym całym chaosie informacyjnym i przy komercjalizacji mediów ciężko już dotrzeć do wartościowych informacji. Stąd pomysł na ten portal. Staramy się pisać inaczej. Staramy się, by to co piszemy coś jednak zmieniło. Zaglądaj do nas częściej. Polub na FB, a mam nadzieję, że nigdy się nie zawiedziesz.

        Pozdrawiam

        b.

    2. wreszcie portal dla mnie…
      dawno temu,gdy moja córka przez wiele miesięcy chorowała czytałem jej do poduszki ,,Anię z Zielonego Wzgórza”…
      zapadło mi w pamięć określenie ,,bratnia dusza” zatem wreszcie portal dla mnie:)

      ps.kłaniam autorom i rozsyłam wici…

      1. Bardzo nam miło! Naprawdę. Nie jest łatwo pisać niepopularnie. Tym bardziej potrzebujemy dobrego słowa i wsparcia w rozsyłaniu wici… 🙂

        Dzięki raz jeszcze!

    3. Świetny tekst. Mocny, jednoznaczny, bezkompromisowy, a jednocześnie ujmujący, prowokujący do działania i czynnego sprzeciwu wobec dramatu małych dzieci w, wydawałoby się, bezpiecznych miejscach jak dom rodzinny i kościół. Na ten temat nie można inaczej. Tu trzeba walić pięścią w stół.

      1. Cieszę się Marku, że gdzieś się jednak spotkaliśmy 🙂

        Szkoda, że przy tak bolesnym temacie.

        1. Jestem, Bartku, przekonany, że jest bardzo dużo wspólnego w naszych poglądach. Są też zasadnicze różnice. Wysłałem Ci mailem komentarz polemiczny do tekstu „dResocjalizacja”. Nie widzę go na portalu. Pomyślałem, że można byłoby utworzyć miejsce na forum dyskusyjne, gdzie oprócz krótkich komentarzy pod publikowanymi tekstami, można byłoby podjąć dyskusję bardziej rozbudowaną merytorycznie. Sądzę, ze wzbogaciłoby to Wasz portal.
          Pozdrawiam serdecznie

        2. Marku, maila nie dostałem, a nad takim forum właśnie pracuję. Jest nowa sekcja (jeszcze jej nie widać), która nazywa się Listy od Was. To jest właśnie zaplanowane miejsce na długie komentarze wraz z forum dyskusyjnym.

          Na jaki adres wysłałeś tego maila?

    4. nie do końca zgodzę się z autorem-dom dziecka uwolnieniem? „pobożne” życzenie :} czasem może tak,ale dramaty odbywające się za murami domów dziecka nie niczym innym niż tymi które dzieją się w domu rodzinnym. Znam dzieciaki, które na piechotę szły po 20 km w zimie bez odpowiedniego ubrania by wrócić do domu i tam zostać, niż być w domu dziecka. Na pewno nie dlatego że było im tam lepiej. Tak, jestem wychowanką domu dziecka, spędziłam tam aż 12 lat i proszę mi wierzyć,że gwałty, pedofilia,narkotyki i alkohol to rzecz powszednia. Skupisko jednej wielkiej patologii. Z wychowawcami na czele. I nie jest tutaj winny kościół ale brak jakiegokolwiek zainteresowana ze strony państwa. Kontrola jest – raz na jakiś czas, ploteczki i kawa u dyrektorki (często znajomej lub krewnej) Nikt nie rozumie tego,że większość tych ludzi „założy rodzinę” a na pewno poda dalej w świat swój materiał genetyczny, który będzie kolejnym pokoleniem w domu dziecka. Znam wiele takich przypadków. Można by dużo pisać i pisać, swoje widziałam i wiem jak wygląda. Książek napisano już chyba wiele (?) nigdzie nie jest lepiej. Zależy jaką masz rodzinę, zależy do jakiego trafisz domu dziecka.

    5. Dziękuję Ci Bartosz za poruszanie takich tematów. Szczególnie molestowania seksualnego dzieci, bo, jak sam wspomniałeś, ciężko nawet o jakieś statystyki. Ale biorąc pod uwagę, że w społeczeństwie ok 5% ludzi ma „kod pedofila” – nieuleczalne zaburzenie preferencji seksualnych – to sami widzimy jaka może być skala nadużyć. Do tego dochodzą osoby, który same doświadczyły przemocy seksualnej w dzieciństwie, a które następnie w życiu dorosłym powielają te schematy. Amerykańskie szacunki mówią, że co 5 dziewczynka i co 7 chłopiec doświadczają wykorzystywania. Konsekwencje emocjonalne, społeczne i ekonomiczne są ogromne. Ale tabu jest tak silne, że np. sejm dopiero po wieloletnich naciskach fundacji Stop Przedawnieniu, zajął się ustawą wydłużającą okres, kiedy jest czas na zgłoszenie molestowania/gwałtu. Teraz przedawnienie nastąpi w 30 roku życia, a nie 23, jak dotąd. W innych krajach to przestępstwo się nie przedawnia.

    6. idę ulicą gość podchodzi do syna łapie za ucho potem zaczyna okładać po głowie. Ja krzyczę: co robisz ? On krzyczy na mnie po chwili zaczynamy się wyzywać. Jedziemy sobie przymiotnikami równo. Chłopczyk patrzy na mnie zdziwiony a ja krzyczę na jego ojca jak się nie wstydzi. A on co mnie obchodzi? A starsza Pani z pieskiem pyta: a czyje to dziecko?? a ja jej pytam: a jak jego to bić może? Ona wzrusza ramionami. Ja jestem tak wkur… ze nie wiem co zrobić mam. Sięgam po telefon jakiś taki odruch gość jakby ochłonął, może myśli ze go nagram że gdzieś zadzwonię puka mi po głowie . Przestał go bić wcale się na młodym nie skupia jest zażenowany. Młody idzie za nim oglądają się na mnie. Potem zastanawiam się co zrobi w domu. Czy się opanował czy pomyśli, czy zleje małego za moją awanturę na ulicy. Czy następnym razem zareaguję? Tak. Przemyślałam temat i jednak tak.

    7. Po historii Małej Ani nie mogę sobie znaleźć miejsca…
      I co? I co dalej?
      Czy wie Pan co dzieje się teraz? Czy ktokolwiek wie jak dotrzeć do akt tej sprawy? Dlaczego rodzice dostali tylko 2 lata? Kto wydał taki wyrok? Ojciec gwałcący swoje dziecko dostaje tylko dwa lata?? Jaki prokurator na to zezwolił?
      Czy gwałcący to dziecko dorośli zostali skazani? Ilu i na jak długo?
      Gdzie byli i co zrobili lekarze? Takie obrażenia wewnętrzne u tak małego dziecka nigdy nie wymagały ich udziału? Rozerwana pochwa i odbyt zrastały się samoistnie po wielokroć??
      Nikt z sąsiadów nic nie wiedział? Nikt nie słyszał? Pijani zwyrodnialcy korzystający z dziewczynki milczeli jak grób? Wycieczki pijanych mężczyzn milczały i nikt nikomu się nie zwierzał? To jak się o takiej możliwości dowiadywali kolejni sprawcy?
      Gdzie byli nauczyciele – ona po ukończeniu 6 r.ż. chodziła do szkoły??
      Inni krewni, znajomi?
      Czy ona chodzi na terapię?
      No proszę Pana, jak ja mam teraz żyć z tymi pytaniami w głowie?
      Nie rozumiem tego świata…

      1. Dokładnie.

    8. i w ten sposób przemoc przechodzi z pokolenia na pokolenie – „Nienawiść kojarzy się zazwyczaj z niebezpiecznym przekleństwem, którego trzeba pozbyć się tak szybko, jak to możliwe. Nierzadko słyszy się, że nienawiść jest niczym trucizna, która uniemożliwia wyzdrowienie z zaznanych w dzieciństwie urazów. Też uważam, że nienawiść może zatruwać organizm, lecz ma to miejsce tylko wtedy, gdy jest ona nieuświadomiona i kierowana w stronę obiektów zastępczych, tzw. kozłów ofiarnych (…) Czasem ludzie dziękują rodzicom za otrzymane niegdyś ciosy. Twierdzą, że już dawno zapomnieli o tym, że byli ofiarami seksualnej przemocy. Że wybaczyli rodzicom grzechy i modlą się za nich. A jednocześnie nie są w stanie wychowywać swoich dzieci inaczej, niż z użyciem przemocy (…)
      Utajona nienawiść jest niebezpieczna. Trudno się jej pozbyć, gdy jest zwrócona nie w stronę sprawcy, ale w kierunku obiektów zastępczych. Zazwyczaj utrzymuje się wtedy przez całe życie pod przykrywką przeróżnych perwersji. Jest zagrożeniem i dla otoczenia, i dla osoby, która ją odczuwa.
      Nienawiść, jak każde uczucie, opada, gdy ją dopuścimy do głosu i pozwolimy jej przebrzmieć. Różne wydarzenia lub napływ wspomnień mogą ją znów wskrzesić. Jednakże teraz już wiem, o co chodzi i skąd we mnie ta nienawiść. Jeśli poznam zło, które wyrządzili mi rodzice, i świadomie odczuję bunt przeciwko ich zachowaniom, to nie będę musiała przenosić nienawiści na osoby niemające z nią nic wspólnego. Nie jest to jednak zabieg, który można przeprowadzić za jednym zamachem. Rozległości poniżenia nie da się ogarnąć jednym spojrzeniem. To proces, podczas którego poszczególne aspekty dawnego maltretowania dopuszczamy do świadomości jeden po drugim, tak by uczucie nienawiści mogło z nas wypływać w miarę naszych psychicznych możliwości. Nienawiść jest wtedy logiczną konsekwencją tego, co się niegdyś stało i co jako dziecko dźwigaliśmy latami w milczeniu, a co teraz zaczynamy rozumieć.
      Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto jest torturowany i nie czuje nienawiści do swojego kata. Jeśli nie pozwala sobie na te uczucia, tłumi je, to odczuje je z pewnością jego ciało. W biografiach chrześcijańskich męczenników można znaleźć opisy straszliwych chorób, najczęściej chorób skóry. Ciało broni się w ten sposób przed zdradą siebie. Jeśli „święci” musieli przebaczyć swoim oprawcom, ich skóra była żywym świadectwem siły ich stłumionej nienawiści.
      Nienawiść jest tylko uczuciem i jakkolwiek by była silna, jest tylko dowodem na to, że żyjemy i odczuwamy. Jeśli usiłujemy ją tłumić, zapłacimy za to wysoką cenę. Nienawiść mówi nam coś o naszych zranieniach, o naszej wrażliwości i wartościach, jakie wyznajemy. Musimy nauczyć się jej słuchać i rozumieć sens jej przekazu. Jeśli to potrafimy, nie powinniśmy już bać się nienawiści. Gdy nienawidzimy hipokryzji i kłamstwa, to dajemy sobie prawo, by je zwalczać wszędzie, gdzie to możliwe, lub rezygnujemy z utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy dają wiarę kłamstwu. Lecz jeśli zachowujemy się tak, jakby nas to nie dotykało, to zdradzamy samych siebie.
      Wymóg wybaczania, z którym często się spotykamy, zachęca nas do zdrady siebie. Zalecane przez religię i tradycyjną moralność wybaczenie przedstawiane jest w różnych terapiach jako droga do wyleczenia. Nietrudno udowodnić, że ani modlitwy, ani ćwiczenia z autosugestii nie mogą wymazać reakcji obrony w obliczu poniżenia i ciosów zadawanych dziecku. Choroby męczenników pokazują dobitnie cenę, jaką trzeba zapłacić za stłumienie swoich uczuć. Czy nie byłoby prościej zapytać siebie, do kogo właściwie skierowana jest moja nienawiść, i uświadomić sobie, że jest ona całkowicie uzasadniona… Dajemy sobie wtedy możliwość bycia odpowiedzialnym za swoje uczucia, nie odrzucając ich i nie płacąc chorobą za cnotę wybaczania.
      To nie nasze uczucia stanowią zagrożenie dla nas i dla otoczenia. Niebezpieczne bywa odcinanie się od nich ze strachem. To jest powodem istnienia tylu szaleńców i kamikadze, a także systemu sądownictwa, w którym nikt nie chce wiedzieć o rzeczywistych przyczynach przestępstw, ponieważ wciąż istnieje przymus ochrony rodziców zbrodniarzy i pozostawiania w cieniu tragicznych historii życia osób dokonujących takich przestępstw”.
      Alice Miller (tekst w oryginale nosił tytuł „Qu’est-ce que la haine?”), tłum. Maria M. Zamłyńska http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/9685/Sk%C4%85d-ta-nienawi%C5%9B%C4%87/

    9. Pismo Święte mówi wyraźnie: „Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć”. Oznacza to, że rodzic w procesie wychowania ma prawo do używania kar. Mniej więcej do 3 roku życia odpowiednim środkiem jest klaps, później nie ma potrzeby używania go, bo do dziecka zaczynają dochodzić racjonalne argumenty, konsekwencje. To one przejmują funkcję „rózgi” – mówi ksiądz Jarosław Szymczak z Wydziału Studiów nad Rodziną UKSW.

      dalej ten sam ksiądz mówi w tym samym artykule: Jego zdaniem najgorsze nie są jednak klapsy, a przemoc, którą rodzice stosują pod wpływem emocji. – Widzę też wiele przemocy ze strony matek, które na zakupach czy w drodze, w nerwach potrząsają dziećmi, szarpią je, ciągną, pojawia się też agresja słowna, która często bywa znacznie gorsza niż ta fizyczna. Myślę, że takie zachowania mają bardziej dotkliwe konsekwencje, niż wymierzony na spokojnie, bez nerwów, klaps – mówi w rozmowie z naTemat.

      Można inaczej
      „Ja nie wiedziałem, że da się karać inaczej. Mnie lali, więc myślałem, że trzeba bić” – powiedział po zakończeniu programu terapeutycznego dla rodziców stosujących przemoc wobec dzieci jeden z jego uczestników. Program był zagraniczny. W Polsce rodzicom, którzy sobie nie radzą, raczej nie oferuje się podobnej pomocy. Raczej czeka się na tragedię, a później dzieci są im odbierane, a oni zamykani do więzień.

      Klapsy wywołują strach, a strach ogłupia. Oczywiście, klapsy powstrzymują dzieci przed robieniem czegoś, czego nie wolno im robić, ale nie skłaniają ich do właściwych zachowań.
      kampaniaprzemoc.pl
      Tymczasem, jak przekonuje Justyna Kowal, zamiast bicia, wystarczy żelazna konsekwencja. – Najważniejsze jest stawianie granic i trzymanie się ich – przekonuje. – Warto mieć przygotowany scenariusz, co się stanie, jeśli dziecko złamie nasze zakazy i nakazy. Warto przemyśleć konsekwencje, które będą polegały na odbieraniu mu przyjemności: słodyczy, gry na komputerze, zabaw w piaskownicy – mówi.

      Zgadza się z nią ks. Szymczak. – Najgorzej, jeśli rodzice nie zachowują się wobec dziecka konsekwentnie. Składają obietnice-groźby, których później nie spełniają, na przykład: „jak się nie uspokoisz, to cię stąd zabiorę”. Dopiero, kiedy dziecko przekracza granicę wytrzymałości rodzica, spotykają je konsekwencje. A to jest zły sposób wychowywania – mówi. – Najważniejsze w dyskusji nie jest to, czy można wymierzyć klapsa, czy nie, ale to, czy rodzice w ogóle zastanawiają się, jak wychowują dzieci. Czy są konsekwentni, czy mama i tata wychowują do tych samych wartości?

    10. Przepraszam bardzo, ale:
      „bicie” nie moze byc jednoczesnie przyczyna i skutkiem (uzywajac slowa „bicie” rozumiem tzw. klaps anie „katowanie” dziecka, i nie mowimy o dzieciach wieku powiedzmy 2 – 3 lat), moj syn dostal klaspa 3 albo 4 razy w zyciu, ale poznal „istnienie” czegos takiego jak konsekwencje. Jest „wychowywany” bardziej bezstresowo niz wiekszosc jego rowiesnikow, ale rozumie slowo „NIE”. Rozumie ze czegos nie moze, ze ponosi odpowiedzialnosc za swoje czyny i „niestety” ale do pewnego momentu jezeli uslyszy od rodzicow ze czegos nie moze, to znaczy ze nie moze. „Raz kiedys” z nim rozmawialem o tzw wychowaniu bezstresowym – mowil ze „koledzy i kolezanki” w szkole maja super kieszonkowe (nie chodzilo mu o pieniadze), ze moga wychodzic i wracac kiedy chca itd, itp (mial wtedy okolo 15 – 16 lat). Wyciagnalem z szuflady reklamowke i powiedzialem mu ze moze spakowac swoje rzeczy i sie wyprowadzic skoro chce byc niezalezny. Nastepnie schowalem ta reklamowke i zmienilem ja na mniejsza (taka z apteki – na kilka pudelek tabletek). Na jego pyatnie czemu to zrobilem odpowiedzialem ze jego prywatne rzeczy powinny zmiescic sie do tej wlasnie reklamowki. A co do kieszonkowego „znajomych”, to jezewli che to moze po skonczeniu 16 roku zycia isc do pracy i bedzie mial tyle pieniedzy ile uda mu sie zarobic. I wtedy zobaczy czym to „smakuje”.
      Okazalo sie ze wlasnie ci „znajomi” „szantazuja” rodzicow tekstami w stylu „jak mi nie kupisz iPhona to zglosze ze mnie bijesz” itp. Wiec moze wezcie to Panstwo pod uwage przy wychowaniu dzieci a nie tylko tzw „bezstresowe wychowanie”. Nie ma czegos takeigo jak bezstresowe wychowanie. Tak samo jak poprawnosc polityczna nie istnieje – jezeli ktos jest gruby/chudy/rudy/czarny/bialy itd to nie mozna mu mowic ze jest „chudy inaczej” (w przypadku tuszy) – w zaleznosci od jego nadwagi bardziej by pasowalo by powiedziec ze wygral bez eliminacji konkurs na Jabbe. ITD
      pozdrawiam serdecznie

    Leave a reply

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    More in:Człowiek

    Człowiek

    Zjedz psa!

    Ogłuszenie nie wystarczyło. Świadomość nie uleciała. Silny ból w okolicy kostek zadziałał otrzeźwiająco. Później szarpnięcie. ...