PolitykaReligiaŻycie

Kiła czy Rzeżączka?

Takie czasy

Nastały czasy dziwne, niebezpieczne, niepewne. Świat, dotąd dla nas, Europejczyków stabilny i przewidywalny, stanął dziś na krawędzi.

Bezpieczne i otwarte na różnorodność europejskie metropolie płoną i krwawią dochodząc cholernie blisko do krawędzi wojny domowej. Do Europy wlewa się islamska horda, a Europejczycy spolaryzowali się w jej obliczu stając po dwóch stronach barykady – większość szeroko otwiera ramiona, a pozostali mocno zaciskają pięści.

Unia Europejska jawiąca się nam przez całe lata jako oaza normalności, wolności, nowoczesności, bogactwa i szczęśliwości, każdego dnia odsłania coraz bardziej i coraz bezczelniej swoją prawdziwą twarz. Twór, który wydawałoby się miał w swym założeniu być Stanami Zjednoczonymi Europy, z wybieraną kolektywnie władzą centralną, ale ze sporą autonomią i niezależnością lokalnych społeczności narodowych, okazał się prywatnym socjalistycznym folwarkiem Niemiec, formatującym całe społeczności na wzór mdłych, płaskich i bezwolnych ludów Zachodu. Niemiec, którym nie udało się dwukrotnie zniewolić Europy siłą, więc postanowiły dokonać tego pożyczanym na wysoki procent drukowanym kapitałem i napisanym przez siebie i dla siebie prawem.

Unia Europejska mająca być wzorem wolności słowa i przekonań wprowadziła cenzurę i reżim obyczajowy znany wyłącznie z ustrojów totalitarnych. Za wyrażanie poglądów nie będących zgodnymi z linią brukselskiej doktryny traci się pracę, staje przed sądem, a nawet ląduje w więzieniu.

Nazywanie rzeczy po imieniu kończy się stygmatem rasisty i faszysty, choć to właśnie z najprawdziwszym rasizmem i faszyzmem spotykamy się w zderzeniu z coraz brutalniejszym i napastliwym islamem.

IV RP, czy jednak wciąż PRL?

W naszym kraju z kolei do władzy doszli populiści pokonując totalnie ugrupowania, które dawały Polakom złudne poczucie dostatku i stabilności.

Dzisiaj człowiek myślący, nie tylko nie umie opowiedzieć się z czystym sumieniem po którejkolwiek ze stron, ale wybór jaki przed nim stoi, jest jak między kiłą a rzeżączką – nie dość, że z zasady będziemy wydymani, to ta wątpliwa przyjemność przypominać będzie nam się jeszcze długo bolesnym pieczeniem.

Co to za wybór, gdy po jednej stronie mamy skrajne lewactwo, a po drugiej komunistów udających skrajną prawicę?! Innymi słowy do wyboru mamy nurt neokomunistyczny, ubrany w „nowoczesne” szaty lub ten zakrawający o kato-faszyzm z komunistycznymi ciągotkami. Wybór pomiędzy światem wypranym z narodowości i tożsamości, w pełni poddanym woli Czwartej Rzeszy, a nacjonalistycznym katolickim zaściankiem, w którym rządzi kościół i sztuczna duma narodowa. Bezpiecznym, ale uwstecznionym.

Nie ma nic pomiędzy. Nie ma odcieni szarości. Nie ma nawet dobra i zła. Jest tylko mniejsze zło, zarówno na arenie europejskiej, jak i na naszym podwórku.

Nastały czasy, w których rząd kato-papetów sterowany z tylnego fotela, z bezbarwną kukłą w roli premierki i klęczącą pacynką z długopisem w zębach na stanowisku prezydenta jest mniejszym złem, niż banda zdrajców i sprzedawczyków, którzy oddali swym pracodawcom zza zachodniej granicy większość majątku państwa za kilka srebrników.

Lepsza jest władza populistyczna kupująca głosy biednych rodaków za wydrukowane 500 zł, niż władza „nowoczesna” rujnująca i wyprzedająca kraj na zlecenie pani kanclerz.

 

 

 

 

 

 

 

Lepsza jest władza, która za poparcie z ambon kolaboruje z przedstawicielami obcego państwa ze stolicą w Watykanie, niż kolaboranci budujący osobiste kariery kosztem Polski, a z korzyścią dla spadkobierców nazizmu.

Lepsi są kibole z legitymacją na nacjonalizm, niż muzułmanie z prawem do gwałtów i mordów w imię własnej religii i „kultury”.

Każdy z tych wyborów jest gówniany i parszywy. Każdy jest niebezpieczny i szkodliwy. Każdy jest złem… więc musimy wybrać pomiędzy złem mniejszym i większym.

Pamięć absolutna

Pamiętam mój zachwyt w dniu wejścia Polski do UE. Pamiętam piękną i doniosłą imprezę na Wrocławskim Rynku, gdy stałem autentycznie szczęśliwy wśród tysięcy autentycznie szczęśliwych ludzi, na których spadały tony konfetti w kształcie polsko-europejskich małych-wielkich flag.

Pamiętam mój pierwszy przejazd autem do Niemiec bez granic, czy kontroli. Pamiętam ten mój zachwyt…

Pamiętam go szczególnie, bo jako siedmiolatek wyjechałem z rodzicami i bratem do Niemiec na stałe. Tamta podróż była zupełnie inna. Pamiętam ją doskonale. Zapakowanym po sufit pożyczonym dużym fiatem zostawialiśmy za sobą mroki PRLu, by zacząć nowe życie w raju oddalonym o tysiąc kilometrów od domu… i o cywilizacyjne miliony lat świetlnych. Wówczas na granicy żelaznej kurtyny stały szlabany, których nasze dzieci dzięki UE już nie pamiętają. Stały płoty z drutami kolczastymi, a nas kontrolowali spadkobiercy hitlerowskich Niemców z kałachami w rękach i wściekle agresywnymi psami na krótkich smyczach. Oni też byli wściekli i podobnie jak te psy, piana nienawiści i agresji toczyła się z ich ust. To była granica dwóch światów.

Przejechaliśmy ją i po dwóch miesiącach… wróciliśmy z powrotem. Rodzice nie chcieli podpisać dokumentów azylowych, w których musieliby kłamać, że w Polsce byli bici i gwałceni i dlatego właśnie uciekają przed reżimem występując o azyl polityczny. Musieli pokwitować, że Polska nic już dla nich nie znaczy. Że zrzekają się wszystkiego, z czego wyrośli.

W Polsce było źle, ale nie aż tak źle. I nie umieli się zrzec. Nie umieli kłamać i nie umieli podpisać, że Polski nie kochają.

Upadek tych kurtyn, murów i granic był więc dla mnie magiczny. Życie zaczęło się na nowo. W końcu nie byłem już wyłącznie Polakiem. Byłem nareszcie Europejczykiem!

Co więc się wydarzyło przez te kilkanaście lat, że coraz mniej chcę być współczesnym Europejczykiem, a coraz bardziej dumny jestem z bycia „zaściankowym” Polakiem?

Wybierając dzisiaj pomiędzy „nowoczesną Europą”, a „ksenofobiczną i zacofaną Polską” wybieram Polskę. Pomimo, a może właśnie dzięki władzy, którą szczerze pogardzam.

Jak się jednak okazało, pogardzam nią mniej niż poprzednią, która zdradziła ten kraj i sprzedała, czego emocjonalnie nie zdołali zrobić  moi biedni rodzice uciekający przed nędzą i beznadzieją.

Piszę ten tekst wracając z Bułgarii, gdzie mam swój drugi dom. Lecę samolotem po wcześniejszym okazaniu dowodu osobistego. Paszport nie był konieczny.
[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_single_image image=”1368″ img_size=”full”][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]Lecę, zostawiając za sobą moje małe mieszkanko ulokowane w środku turystycznej miejscowości, nad samym morzem.

W tym samym kompleksie podobne mieszkanka mają ludzie z całego świata. Moimi sąsiadami są Rosjanie, Niemcy, Francuzi, Anglicy, Szwedzi i inni.

Kupili mieszkania w Bułgarii – kraju nazywanym w Europie rasistowskim i ksenofobicznym. To bzdura. Na plaży co rusz spotykam czarnych i Azjatów. Czują się tam bezpieczni i szczęśliwi.

Nie ma tylko arabów. To fakt. Nikt ich tam nie chce. Bułgaria jako jeden z pierwszych krajów na początku kryzysu migracyjnego postawiła płot i wojsko na granicach hamując przepływ muzułmanów z Bliskiego Wschodu. Może dlatego, że nie wpuścili i nie tolerują muzułmanów, przemysł turystyczny doświadcza prawdziwego bumu, kosztem Turcji, czy Egiptu.

Wieczorami spotykamy się często wszyscy razem i rozmawiamy o świecie. I ci moi sąsiedzi po czwartym kieliszku pysznego taniego bułgarskiego wina zaczynają mówić. Zaczynają być szczerzy. W Bułgarii za szczerość nie grozi im utrata pracy, czy przyjaciół.

Zaczynają mówić przez łzy, przez zaciśnięte zęby, opłakując los ich ojczystych krajów, które płoną i upadają pod jarzmem islamu i politycznej poprawności. I zazdroszczą Bułgarom zdrowego rozsądku. Zazdroszczą nam Polakom spokoju, bezpieczeństwa i ulic pełnych białych uśmiechniętych ludzi. Ulic, jakie pamiętają u siebie już chyba tylko ze zdjęć.

Co dla mnie szokujące, zazdroszczą nam naszego rządu, który potrafi postawić się dyktatowi Unii, dzięki czemu widmo katastrofy w Polsce jest tak bardzo odległe. Nie umieją zrozumieć moich słów krytyki względem naszej władzy. Nie pojmują, jak możemy narzekać żyjąc w jednym z najwspanialszych Państw w Europie i na Świecie.

I choć szczerze gardzę naszą obecną władzą, bo widzę w absolutnie każdym jej posunięciu wyłącznie intencje populistyczne; bo nie wierzę za grosz w jej dobre chęci i dobrą wolę w jakimkolwiek aspekcie jej działań… wybieram ten populizm i ten fałsz tak długo, jak długo działa wbrew woli Niemiec i współczesnej socjalistycznej Unii Europejskiej. Wybieram tak długo, jak długo zamyka nasze granice przed islamem, a z drugiej strony przed zarazą totalnego spedalenia społeczeństwa, jakie obserwujemy w całej Europie Zachodniej. I nie mówię tu nawet o modzie na gejostwo, a o totalne wykastrowanie i zcwelenie całych narodów…

Jest takie stare rosyjskie przysłowie – „Jeżeli trzy osoby mówią ci, że jesteś pijany, to się połóż.”.

Wierzę moim europejskim-bułgarskim sąsiadom. Wierzę, że ich świat się sypie. Wierzę w ich łzy, w szczerą zazdrość, gdy patrzą na Polskę. Skoro kilka osób z różnych stron świata mówi mi, że są na tym świecie gorsze rzeczy, niż wojna polsko-polska… to idę się położyć. Z uśmiechem na ustach.

Wybieram naszą narodową chorobę. I wolę chorować u nas przewlekle, niż zabiegać o nowoczesną europejską eutanazję.

What's your reaction?

Excited
0
Happy
0
In Love
0
Not Sure
0
Silly
0
Alex R.
Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, reklamą, marketingiem i Public Relations. Entuzjasta nowych technologii i zdrowego trybu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

    You may also like

    Leave a reply

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    More in:Polityka