Artykuł „Ściek w pigułce” obnażający wstydliwe fakty o zepsutym rynku rybich suplementów Omega-3 dotarł do prawie 4 milionów osób, wywołał 16.000 reakcji, 1.100 komentarzy i miał niemal 21.000 ponownych udostępnień na samym Facebooku! Liczne przedruki w gazetach oraz na portalach i co ciekawe – równie liczne poprawki, zmiany i sprostowania na stronach internetowych producentów „tranu”, a także nowe kampanie reklamowe podkreślające „naturalność” ich produktów, to tylko część zamieszania, jakie wywołał ten tekst.

Śmierdząca prawda o olejach rybich wywołała spore poruszenie na rynku… Dlaczego? Bo „tran” to dogmat, coś co od pokoleń w dobrej wierze podają swoim dzieciom i wnukom polskie matki i babcie, nie zadając zbędnych pytań o pochodzenie czy proces produkcji.

Czy wszystko, co ma na etykiecie rybę z napisem Omega-3 jest ściekiem? Czy jest jakiś „prawdziwy” norweski TRAN – czyli naturalny olej z wątroby dorsza? Czy jest on lepszy od ścieku z peruwiańskich sardeli?

Kolejne śledztwa dziennikarskie ujawniają ile natury jest w „naturalnym” norweskim tranie. Przeczytaj czym trują nas w reklamach i jak możemy się bronić.

 

Po publikacji pierwszego tekstu otrzymałem całą masę fantastycznych komentarzy i próśb o dalsze zgłębianie tematu. Pojawiły się też oczywiście głosy krytyki. Poza zwykłym hejtem, na który nie mam w zwyczaju reagować, część krytyki miała podłoże merytoryczne i to do niej postanowiłem odnieść się na wstępie tego artykułu, będącego de facto drugą częścią z serii o śmierdzących kulisach branży olejów rybich.

Przede wszystkim zarzucano mi, że ten artykuł to reklama i że mi za niego zapłacono. Otóż nie! Jak otwarcie napisałem już na samym początku pierwszego tekstu, zostałem poproszony przez bliskiego kolegę o pomoc w uratowaniu genialnego polskiego preparatu, który nie tylko jest najlepszym znanym źródłem cennych kwasów Omega-3, ale również najczystszym i do tego produkowanym od A do Z w Polsce.

W związku z tym, że piszę dla przyjemności i dlatego że mam gdzie, postanowiłem zgłębić temat i przedstawić szerszej publice to, co ustaliłem – zgodnie z prawdą, faktami i zebraną wiedzą…

Gdyby nie ta prośba, zapewne nie zacząłbym w ogóle interesować się branżą „omegową”. To dzięki niej dotarłem do informacji o całym syfie związanym z branżą olejów rybich. Napisałem to, co w tamtym czasie udało mi się ustalić i co zszokowało mnie najbardziej. Wcześniej, podobnie jak 99% osób nie miałem pojęcia, że takie procedery są w ogóle możliwe w XXIw w Europie, przy teoretycznie funkcjonujących regulacjach i normach!

Opisałem przy okazji niezwykłość polskiego preparatu essentiALA ponieważ jest to polski wynalazek na skalę światową i dlatego że zwyczajnie na takie opisanie zasługuje. Podobnie jak na rzetelną wiedzę zasługują ludzie oszukiwani przez lata przez branżę omegowo-rybną.

Zanim cokolwiek napiszę muszę być pewien na 100%, że to nie manipulacja… że posługuję się wyłącznie faktami. Tak samo było w tym wypadku. Musiałem być pewien każdej zawartej tam tezy, żeby opisać wszystko tak, jak jest naprawdę.
Piszę w końcu pod własnym nazwiskiem, a przecież bardzo takim tekstem następuję na odcisk potężnym koncernom tranowym! Narażam się więc na procesy i próby wyłudzenia ode mnie bajońskich odszkodowań – nie mogę więc napisać ani słowa nieprawdy.

Spotkałem się również z zarzutem, że wymieszałem (pojęciowo) olej rybi z tranem (co nota bene już fizycznie na potęgę robią producenci omegowych suplementów typu „premium”), czyli olejem z wątroby dorsza oraz że wrzuciłem wszystko do jednego worka. No bo przecież „tran to produkt premium i ma się nijak do opisanego przeze mnie ścieku” (stanowiącego blisko 80% całego rynku rybich omeg – tak na marginesie).

Jako, że ciekawski ze mnie facet, postanowiłem przyjrzeć się więc samemu tranowi. Skąd pochodzi, jak się go produkuje i jakim cudem olej z wątroby ryby może mieć dwuletni, a nawet trzyletni okres przydatności do spożycia, podczas gdy surowa ryba psuje się już po kilku godzinach…


Obrazek z reklamy

W powszechnej świadomości funkcjonuje obraz tranu, jako sterylnego produktu będącego dziełem etycznych norweskich naukowców. Produktu pozyskanego z ryb poławianych w krystalicznych wodach Norwegii i natychmiast, najlepiej na zimno przetłoczonego w nowoczesnych laboratoriach wprost do butelek, czy kapsułek, które trafiają do naszych aptek.

Rzeczywistość, którą tym razem odkryłem okazała się jednak wylewać kubeł średnio czystej morskiej wody prosto na moje wciąż naiwne wyobrażenia.

– To, co kupujemy pod nazwą TRAN, jest już na wstępie zepsutą, a następnie wielokrotnie fizycznie i chemicznie przetworzoną substancją, zawierającą całą masę sztucznych dodatków, syntetycznych witamin, konserwantów i aromatów mających za zadanie przykryć smak i zapach zjełczałego rybiego tłuszczu.

Jako, że tranem Norwegia stoi oraz dlatego, że jest to największy na świecie importer oleju rybiego (z Chile i Peru), rząd Norwegii zlecił wykonanie badania norweskich suplementów z Omega-3 – w tym tranu.

Raport opublikowany jako „Raport Rubina nr 196” był porażający i obnażył skandalicznie niską jakość rybich suplementów, a w szczególności wykazał, iż praktycznie wszystkie zostały wyprodukowane ze zjełczałego rybiego oleju!
I tak dla celów norweskiego raportu zbadano 56 marek. Okazało się, że tylko 1!! (słownie jedna) została wyprodukowana ze świeżego surowca i ma poziom oksydacji (utlenienia lub inaczej zjełczenia) na poziomie 0,1 mEq/kg.

Taki tran nie ma zapachu… w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych produktów tranowych na rynku!

Ale po kolei…

Wątroba – źródło tranu

Wątroba, to jeden z najważniejszych organów w ciele kręgowców. Odpowiada za całą masę procesów, ale przede wszystkim za oczyszczanie organizmu z toksyn. Wątroba to zatem śmietnik i przetwórnia odpadów w jednym.

W wątrobie znajduje się duży rezerwuar komórek Browicza-Kupffera, które mają szerokie zdolności fagocytozy, czyli pochłaniania dużych szkodliwych cząstek – bakterii, komórek nowotworowych, cząstek toksyn, wirusów, pasożytów, uszkodzonych białek i innych.

Źródło zdjęcia: http://beautyeditor.ca/2015/04/08/cod-liver-oil-acne

W wątrobie zachodzą także procesy detoksykacyjne. Zarówno substancje o pochodzeniu wewnętrznym (bilirubina, hormony i inne), jak i zewnętrzne toksyny są w wątrobie kumulowane i w miarę możliwości przerabiane w szeregu procesów biochemicznych.

– „Przez wzgląd na skrajne zanieczyszczenie Bałtyku, już 200g wątróbki z dorsza bałtyckiego zawiera taką ilość toksyn, z jaką nie jest w stanie sobie poradzić ludzki organizm!”

Takie ostrzeżenie wydało niemieckie Ministerstwo Rolnictwa Meklemburgii-Pomorza Przedniego, odradzając konsumpcję tego specjału.

Jednak to właśnie z tego organu dorszowatych pozyskuje się olej będący synonimem zdrowia!! Olej, który bezrefleksyjnie podajemy naszym dzieciom, jako cenne źródło kwasów Omega-3!

Nie dość więc, że samo źródło z racji swej natury i często pochodzenia jest najgorszym z możliwych, to proces jego „uzdatniania do spożycia” przyprawia o prawdziwe mdłości…

W zależności od producenta, przemysłowy tran może pochodzić z dziko żyjących dorszy, ale również z mintaja lub plamiaka (ryb dorszowatych poławianych z okolic Alaski lub/i Rosji) jak też innych gatunków ryb – zarówno dziko żyjących, jak i hodowlanych.
Co jednak naprawdę znajduje się w kapsułce, lub butelce z tranem? Jakim procesom poddawany jest norweski olej z wątroby dorsza, zanim zostanie opakowany i zareklamowany, jako „prawdziwy, naturalny norweski lub arktyczny tran”?

Niżej znajdziesz opisy 13 standardowych procesów produkcji tranu – stosowanych (lub pomijanych) przemysłowo. Jeśli o mnie chodzi, jest to 13 powodów, dla których nigdy więcej nie wezmę do ust rybo-pochodnych produktów z naszych aptek, sprzedawanych pod nazwą „TRAN”!

 

Etap 1 – Pozyskanie tłuszczu z wątroby dorsza

Dorsze poławiane są przez wielkie statki rybackie będące w morzu często całymi tygodniami. W najlepszym wypadku zaraz po złowieniu ryby są patroszone, a ich wątroby przekładane do pojemników i transportowane do przetwórni.

Często jednak wątroby w półotwartych pojemnikach zanurzane są w wodzie za burtą statku (bezpośrednio w morzu) i w takiej postaci „przechowywane”, aż do czasu powrotu statku do portu. W takich warunkach tłuszcz znajdujący się w wątrobach zaczyna już stopniowo jełczeć.

Po dotarciu do  przetwórni olej z wątroby wydobywa się albo poprzez wygotowanie, albo wyciśnięcie „na zimno”. Masa pozostała po wyciskaniu na zimno jest podgrzewana, a powstała maź poddawana dekantacji w celu oddzielenia płynów (olej, woda) od szlamu. Tak pozyskany olej trafia do dalszej obróbki. Szlam natomiast staje się składnikiem karm dla psów i kotów, lub azjatyckich krewetek hodowlanych.

– Teza, że olej wyciskany na zimno jest jakkolwiek lepszy od tego wygotowanego, jest absurdalnym chwytem marketingowym. Wspomniany olej „tłoczony na zimno” przechodzi w dalszych etapach taką obróbkę termiczną i chemiczną, że przy niej zwykłe gotowanie to ledwie letnia kąpiel!  Ale o tym w szczegółach za chwilę.

Etap 2 – Oczyszczanie aktywnym węglem

Regulacje zmuszające producentów do stosowania tej metody dotyczą jedynie produktów pozyskanych z ryb hodowlanych i poławianych przy terenach uprzemysłowionych. Dzikie ryby nie są już tą regulacją objęte, choć zawierają w sobie ogromne ilości dioksyn, furanów oraz poliaromatycznych węglowodorów (PAH), a także PCB, które są toksyczne.

Z powodu braku przymusu stosowania tej metody przez wszystkich producentów, ogromna większość produktów sprzedawanych jako „tran” ma wysokie poziomy tych toksyn – tego jednak na opakowaniu nie znajdziesz, bo przymusu umieszczania tych danych na opakowaniach również nie ma.

Etap 3 – Deguming, czyli odśluzowanie

Surowy olej jest nawadniany, podgrzewany do 100° C (212° F) i potraktowany kwasem fosforowym w celu oddzielenia fosfolipidów, żywic, białek, minerałów i innych materiałów występujących w oleju z wątroby dorsza.

W wysokiej temperaturze wzmaga się jednocześnie utlenianie, czyli jełczenie tłuszczu. Po tym etapie produkt jest jest więc nieco czystszy, ale i siłą rzeczy bardziej śmierdzący.

Etap 4 – Rafinacja alkaliczna lub neutralizacja

Trójglicerydy oleju rybiego błyskawicznie rozkładają się w wolne kwasy tłuszczowe, odpowiedzialne za wstrętny zapach i smak.  Barwa oleju jest teraz zbliżona do brunatnego brązu. Aby usunąć wolne kwasy tłuszczowe, pigmenty, pozostałe fosfolipidy i materiały rozpuszczalne w wodzie, konieczne jest rafinacja alkaiczna oleju. Proces ten wytwarza mydła, które muszą być w kolejnym etapie usunięte przy użyciu wody lub pary, a następnie odwirowane.

Etap 5 – Wypłukiwanie szlamu wodą

Po rafinacji szlam będący mieszaniną olejów i mydlin płukany jest wodą i traktowany obróbką krzemionkową. W tym procesie usuwane jest mydło utworzone przez produkty alkaliczne, produkty utleniania oraz częściowo metale ciężkie.

Etap 6 – Suszenie tłuszczu

Suszenie usuwa wilgoć pozostałą po płukaniu. Wilgoć, ciepło, tlen, światło i metale przyczyniają się do dalszego utleniania oleju. Suszenie ma za zadanie ten proces wstrzymać.

Etap 7 – Wybielanie (!!)

Głównym celem wybielania jest nadanie olejowi akceptowalnego złocistego zabarwienia. Brunatno-brązowa barwa nie spodobałaby się  konsumentowi i zdecydowanie nie pozwoliłaby uwierzyć w „naturalną czystość” finalnego produktu. Aby to osiągnąć stosuje się kwasy mineralne i glinkę wybielającą.  Aktywowana kwasem glinka bieląca czyści także wodoronadtlenki, które powstały w poprzednich etapach.

Etap 8 – Wymrażanie

Olej jest wychładzany do temperatury poniżej zera, powodując krystalizację nasyconych kwasów tłuszczowych. Tak zamrożone frakcje tłuszczu oddziela się od pozostałej części. Usuwa się też przy okazji inne trójglicerydy i woski. Usuwanie nasyconych tłuszczów i trójglicerydów dodatkowo destabilizuje olej, ponieważ pozostałe tłuszcze wielonienasycone w formie kwasów tłuszczowych omega-3 są bardzo kruche i łatwo się utleniają. Jest to więc kolejny proces „oczyszczania” wpływający jednocześnie na przyspieszenie procesów jełczenia.

Etap 9 – Dezodoryzacja (odsmradzanie)

Podczas tego procesu olej może być podgrzewany nawet do 190° C (374° F) lub wyższej, poprzez parę wodną przepuszczoną przez niego pod niskim ciśnieniem.

Ten etap doprowadza najczęściej do powstawania tłuszczów trans (trans izomerów) z EPA i DHA.

– Badania nad kapsułkami oleju rybnego na rynku europejskim wykazały, że wszystkie (!!) badane produkty miały podwyższony poziom tłuszczów trans! Tłuszcze trans stanowiły kolejno do 4,5% całkowitej zawartości EPA, do 5,9% DHA.

Tłuszcze trans uznawane są za najbardziej szkodliwy dla zdrowia typ kwasów tłuszczowych.


Ta procedura wykonywana w bardzo wysokiej temperaturze uszkadza również lub niszczy większość witaminy A i witaminy D naturalnie występujących w oleju z wątroby dorsza. Tak więc po tym etapie w tranie nie ma już w zasadzie naturalnej wit A i wit D.

Ten proces ma za zadanie zmniejszyć ilość wolnych kwasów tłuszczowych, mono- i di-glicerydów, wodoronadtlenków, aldehydów, ketonów, chlorowanych węglowodorów, lotnych związków (zjełczały zapachy i smak) i pigmentów powstałych podczas poprzednich etapów przetwarzania.

Etap 10 – Destylacja Molekularna

Temperatury w tym procesie mogą osiągnąć nawet 200° C (392° F), przez co destylacja molekularna odpowiedzialna jest również za utratę resztek witamin A i D naturalnie występujących w oleju z wątroby dorsza i tworzenie kolejnych tłuszczów trans.

Destylacja molekularna usuwa część pestycydów i organicznych zanieczyszczeń, które obejmują dioksyny, lindan, DDT, a także związki bromu. Czasami ten etap jest używany jako zamiennik dezodoryzacji.

Etap 11 – Dodawanie syntetycznych witamin

Ponieważ praktycznie wszystkie naturalne witaminy A (retinol) i witamina D3 (cholekalcyferol) usuwane są lub niszczone podczas przemysłowego przetwarzania oleju z wątroby dorsza, to większość producentów tranu dodaje witaminę A ze źródła syntetycznego, czyli palmitynianu retinylu.

Nie robi się tego dla dobra konsumentów – to zabieg czysto techniczny. Witamina A pełni rolę konserwantu! Dokładnie tak, jak witamina E, której rzeczywista nazwa, to Tocopherol (Dodatek do żywności – E306).

Kolejny chwyt marketingowy – czyli wit D3!
W tranie znajduje się witamina D3, ale to nie witamina naturalnie występująca w wątrobie dorsza – ta pochodzi z lanoliny wełny owczej (!!).
Nie jest to jednak zwykła witamina –
jest to związek chemiczny oczyszczany, tworzy 7-dehydrocholesterol i napromieniowany tak długo, aż osiągnie formę D3 – w tej postaci dodawany do wysoce już przetworzonego oleju z wątroby dorsza.

Wełna owcza nie jest, rzecz jasna, naturalnym składnikiem oleju rybiego. Syntetyczne witaminy pozyskane z tego źródła mogą zawierać więc dodatki, barwniki, wypełniacze, produkty uboczne i inne chemikalia nie występujące w naturze. Poza tym są one pozyskiwane z wełny przy użyciu silnych substancji chemicznych, co nie pozostaje bez wpływu na zdrowie.

– Wiele badań na zwierzętach wykazało ogromne różnice w absorpcji syntetycznych witamin, w porównaniu z witaminami naturalnymi. Syntetyczne witaminy nie spełniają tych samych funkcji w organizmie, co witaminy występujące naturalnie w żywności. Wiele syntetycznych witamin zuboża ciało o inne składniki odżywcze, przy jednoczesnym silnym obciążeniu nerek.

Jeżeli więc producent tranu chwali się witaminą D3 w swoich produktach, nie zapominajmy, że z naturą nie ma ona najpewniej nic wspólnego!

Etap 12 – Konserwowanie

Kwasy Omega z ryb w postaci trójglicerydów psują się najszybciej ze wszystkich tłuszczów. Skoro więc ryba wyjęta z lodówki śmierdzi już po kilku godzinach, to jakim cudem „tran” na półce w aptece może być zdatny do spożycia nawet przez dwa, trzy lata?

Niezwykła trwałość tranu z apteki jest zasługą dodatkowych konserwantów dodawanych na jednym z ostatnich etapów.

Konserwanty dodawane są zawsze do przetworzonego i schłodzonego już oleju w celu ochrony przed dalszym utlenianiem (jełczeniem). Używa się czasem w tym celu „naturalnych” form przeciwutleniających, takich jak kwas askorbinowy, izolowane tokoferole witaminy E z soi, kwas cytrynowy, kwas z kukurydzy i ekstrakty przypraw.


Najczęstszymi syntetycznymi konserwantami są BHA (butylowany hydroksyanizol), BHT (butylowany hydroksytoluen), TBHQ (tert-butylohydrochinon) i galusan propylu.

BHA i BHT są substancjami zakazanymi w wielu państwach przy produkcji żywności dla dzieci, z racji swojej silnej szkodliwości.

13. Aromatyzacja, czyli perfumowanie… oraz kapsułkowanie

Pomimo wszystkich wymienionych wcześniej procesów naturę ciężko jest oszukać i to co jest zepsute wciąż śmierdzi. A ludzie nie chcą kupować tego co śmierdzi. Jak więc sprzedać coś co jest niesprzedawalne?

1. Aby ukryć smak i zapach zepsutej ryby, większość komercyjnych producentów oleju z wątroby dorsza dodaje do swoich produktów aromaty – na przykład „aromat cytrynowy”.
Producenci używają również syntetycznych aromatów cytrusowych i aromatów owocowych.

2. Gdy aromat cytrynowy nie wystarczy do przykrycia posmaku wyjątkowo zepsutego oleju, producenci stosują dodatki z czosnku.
Reklamowane, jako dodatki podnoszące odporność, faktycznie są jedynie sposobem na oszukanie naszego nosa i podniebienia. Po spożyciu tak zjełczałego oleju będzie nam się najpewniej odbijało rybą do końca dnia, bo organizm między innymi właśnie niestrawnością reaguje na utlenione rybie oleje.

3. Produkty o najniższym stopniu świeżości trafiają zazwyczaj do żelatynowych kapsułek, które szczelnie chronią śmierdzącą zawartość przed nosem konsumenta. Kapsułki są więc najczęściej na samym końcu „łańcucha zjełczałości” przetworzonego rybiego tłuszczu.

Tran na półkach polskich aptek

Badania wykonane przez Uniwersytet Jagielloński wykazały, że etykiety WSZYSTKICH badanych marek tranu w Polsce zawierają nieprawdziwe informacje. Zwycięstwo w tym rankingu nie oznacza wysokiej jakości, a jedynie wygraną w peletonie skazańców…

Każda etykieta zawiera nieprawdę odnośnie składu. Badanie to wykazało również, że większość marek przekracza poziom peroksydacji (zjełczenia) 2,1 mEq/kg!

Kłamliwe informacje zostały odkryte w produktach Moller’sKidabion, Omega Cardio+ Czosnek, Gold Omega-3, Skandynawski, Tran, Islandzki, Sanostol oraz Skandynawski.


Dodatkowo 5 na 8 zbadanych marek miała wysoką liczbę nadtlenkową – co oznacza, że surowiec użyty do produkcji był już poważnie nadpsuty (uległ utlenieniu) i zawiera w związku z tym szkodliwe wolne rodniki. Markami które przekroczyły poziom peroksydacji 2,1 mEq/kg okazały się Moller’s, Skandynawski, Sanostol, Gold Omega-3 i Tran.


Wszystkie zbadane marki zawierały mniej niż 24% kwasów Omega-3 w swoim składzie. Co więc stanowi pozostałe 76%?

Czy każdy tran to zjełczała chemiczna breja?

Aż trudno uwierzyć, ale na polskim rynku nie udało mi się znaleźć tranu, który nie śmierdzi, więc zacząłem szukać poza jego granicami.

Trochę to trwało, ale w końcu udało mi się trafić na nieutleniony tran – jedynie trzy znane mi produkty pochodzenia rybiego i których proces produkcji jest zupełnie inny mogę uznać za wysokiej jakości i godne polecenia. Produkty, w których tran jest butelkowany nawet już w 20 minut od połowów.

Dzięki temu liczba nadtlenkowa (wartość wskazująca poziom utlenienie oleju) jest w granicach zera.

(Dla jasności – tran już z liczbą nadtlenkową 0.5 mEq/kg zaczyna śmierdzieć zepsutą rybą. Produkty w naszych aptekach osiągają poziom nawet 10 mEq/kg!!). Co ciekawe branża tranowa przeforsowała 10mEq/kg jako dopuszczalną normę, choć produkt o takich parametrach sprzedaje się jedynie w kapsułkach – nikt o zdrowych zmysłach nie zbliżyłby się do takiego źródła smrodu.

Wspomniane trany najwyższej jakości, to Rosita Extra-Virgin Cod Liver Oil, Omega Cure  oraz EurOmega-3. 

Niestety żaden z tych produktów nie jest dostępny na polskim rynku. Ich cena jest jednak wielokrotnie wyższa od dostępnych u nas chemicznie przetworzonych olejów rybich – miesięczna suplementacja takim czystym tranem to wydatek rzędu 150-400 zł.

Podsumowanie

Reasumując – olej z organu zawierającego najwięcej toksyn, żyjącej często w skrajnie zatrutych wodach ryby, poddawany jest kilkunastu procesom chemicznym w których traci on większość swoich naturalnych wartości, jak witaminy A i D3. „Zyskuje” natomiast tłuszcze trans. Następnie do tak powstałej mazi dodawane są konserwanty, sztuczne witaminy (w tym te pozyskane z owczej wełny) oraz aromaty dla zabicia rybiego posmaku i smrodu zjełczałego tłuszczu.

Tak skomponowana mikstura jest butelkowana lub kapsułkowana i trafia do naszych aptek, jako prawdziwy, naturalny norweski lub arktyczny Tran – olej z wątroby dorsza. Tłoczony czasem na zimno 😉

Nie daj sobie wciskać dłużej kolorowego, reklamowego kitu!!
– najlepsza Omega-3 NIE JEST Z RYB!!
 

Zdecydowanie lepszym źródłem kwasów Omega są produkty roślinne. Każdy, kto mówi inaczej albo kłamie, albo jest ignorantem, któremu nie chciało się sięgnąć do źródeł.  Zawarte w produktach roślinnych kwasy ALA to kwasy PIERWOTNE i jako jedyne są nazywane NIEZBĘDNYMI.
Są one przetwarzane przez nasz organizm w EPA i DHA dokładnie w takich ilościach, jakie są nam potrzebne. Choć konwersja jest stosunkowo mało wydajna (takie komentarze też się pojawiały), to jednak w zupełności wystarczająca. Jedyne czego trzeba, to dostarczać organizmowi odpowiednio dużo kwasów ALA każdego dnia.

Najbogatszym źródłem kwasów Omega-3 jest siemię lniane i pozyskiwany z niego olej. Spożywanie jednak zmielonego siemienia lub czystego oleju również nam nie służy w związku z zawartymi w nim naturalnie występującymi cyjanogenami (cyjanek potasu w małych ilościach).
Z tego powodu olej ten jest zakazany w kilku krajach Europy, lub jego sprzedaż jest mocno ograniczona. Olej lniany jest również bardzo tuczący przez znajdujący się w nim glicerol.

Kolejne istotne źródło, to olej konopny. Mało popularny i wciąż drogi bądź niewystarczająco skondensowany, ale zdecydowanie lepszy niż jakikolwiek preparat odzwierzęcy.

Polski wynalazek na skalę światową – Olej Lniany 2.0?!

Dla osób, które nie czytały pierwszego artykułu kilka słów o essentiALA Pure Essence.
Wynalazek polskich naukowców, to de facto olej lniany z którego usunięto to, co tuczące (glicerol) oraz trujące (flawonoidy cyjanogenne).

     W efekcie procesu estryfikacji przeprowadzonego w środowisku beztlenowym (w azocie) powstała esencja kwasów omega w postaci monoestrów, bez jakichkolwiek dodatków, konserwantów czy „polepszaczy”. No i liczba nadtlenkowa czyli poziom utlenienia… wynosi 0 (Zero!) choć produkt nie zawiera żadnych konserwantów.

Na dzisiaj faktycznie na rynku nie sposób jest znaleźć źródła kwasów Omega-3 o takiej zawartości i czystości oraz o tak unikatowych właściwościach!

Jest to bezsprzecznie najczystszy i najbezpieczniejszy produkt z kwasami Omega dostępny na rynku i to nie tylko w Polsce.

Jest tak bezpieczny, że zaleca się go kobietom w ciąży i niemowlętom. Przez swą niezwykłą formę odporny jest również na wysokie temperatury, więc można dodawać go nawet do pieczenia (w marketach Biedronka można znaleźć pieczywo z estrami essentiALA).

Z kolei dzięki ultra skondensowanej formie (60% Omega-3, 20% Omega-6, 10% Omega-9 i 10% pozostałych kwasów tłuszczowych) już jedna łyżeczka od herbaty zawierająca 4ml estrów dostarcza 100% dziennego zapotrzebowania na Omega-3. Dzieciom wystarczy podawać pół łyżeczki.

Choć na samym Facebooku pojawiło się ponad 1000 komentarzy i ewidentnie część z nich pisana była przez agencje PR wynajęte przez koncerny omegowe w celu dyskredytacji tego produktu, nikomu nie udało się racjonalnie podważyć powyższych faktów. Nie ma żadnego merytorycznego argumentu, który poddałby w wątpliwość stwierdzenie, że essentiALA jest najlepszą formą kwasów Omega-3 dostępną na rynku.

Pojawiły się za to głosy naukowców, którzy po tym artykule zbadali na własną rękę estry essentiALA i potwierdzili ich absolutną czystość oraz skład.
Dla mnie to naprawdę solidne potwierdzenie tez, jakie zawarłem opisując ten produkt.

Jedynym minusem na pierwszy rzut oka może wydawać się cena. 49,-zł za buteleczkę 120ml to całkiem sporo, ale przeliczając wydajność/zawartość okazuje się, że wystarczy ona dorosłemu człowiekowi na cały miesiąc.

Najwyższy już czas odstawić to, co jest głównie reklamową gównianą papką, a często też zwykłym brudnym i śmierdzącym kłamstwem! Każdy ma prawo do własnych wyborów. Każdy ma prawo do kupowania takich produktów, które wydają mu się najbardziej odpowiednie, nawet jeżeli kupuje najzwyczajniejszy syf. W końcu ludzie palą też papierosy mając pełną świadomość ich szkodliwości…

Decyzję należy jednak podejmować mając możliwie największą wiedzę. Tylko wówczas mamy szansę nie dać się znów nabić w butelkę…

Życzę mądrych wyborów i dużo zdrowia!

b.

Źródła:

https://www.essentiala3.pl
http://niepoprawnipolitycznie.com/sciek-w-pigulce-czyli-cos-o-tranie/

https://www.oilsfats.org.nz/documents/Oxidation%20101.pdf
https://www.oilsfats.org.nz/documents/Oxidation%20101.pdf
https://www.cambridge.org/core/services/aop-cambridge-core/content/view/S0954422406000059
https://www.nofima.no/filearchive/lite-oksiderte-omega-3-oljer-og-potensielle-helsefordeler.pdf
http://www.vkm.no/dav/4be9bee090.pdf
http://www.nordicnaturals.com/images/pdfs/ChartTesting.pdf
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4678768/
http://food-forum.pl/co-w-tranie-piszczy-ranking-tranow-dostepnych-na-rynku/#more-9274
http://www.corganic.com/blog/industrial-production-of-cod-liver-oil
http://www.vkm.no/dav/4be9bee090.pdf
http://www.plantbasedpharmacist.com/fish-is-not-health-food/
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,13359394,Niemcy_ostrzegaja__Watrobka_z_baltyckich_ryb_niebezpieczna.html

Bartosz Bodnar

Bartosz Bodnar

Redaktor Bezczelny

Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, marketingiem i słowem pisanym. Entuzjasta nowych technologii, swobodnego dostępu do broni i orędownik zdrowego stylu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!