Ogłuszenie nie wystarczyło. Świadomość nie uleciała. Silny ból w okolicy kostek zadziałał otrzeźwiająco.

Później szarpnięcie. Całe ciało poderwało się do góry, jednak w sposób całkowicie nienaturalny. Zanim zawisło kompletnie do góry nogami wciąż świadoma głowa uderzyła z impetem o kratownicową podłogę. Znów nie na tyle mocno, by mogła ulecieć przytomność. Za słabo, by znikło przerażenie…

…to samo przerażenie, które rozrywało serce od chwili narodzin, aż po ten moment. Wieczny strach. Ciągły ból zadawany przez człowieka. Nieustający ból fizyczny, ale i ból psychiczny – ten ból rozdzielenia najpierw z matką, a póżniej ze wszystkimi swoimi dziećmi. Było ich przecież tak wiele… Przerażenie związane ze świadomością śmierci własnej, przez doświadczanie tysięcy śmierci towarzyszy niedoli przez wszystkie te lata.

 

Podwieszenie za nogi wyłamało staw biodrowy i kolanowy, jednak przerażenie było na tyle silne, by zgasić nawet tak potworne cierpienie.

Człowiek. Nóż. Rozdzierający, tępy ból zadany ostrą klingą. Krew tryskająca nosem i zalepiająca płuca przy każdej próbie rozpaczliwego zaczerpnięcia powietrza. Przerażenie graniczące z obłędem. Coraz bardziej znikająca świadomość. Ale wciąż nie całkiem.

Miało być całkiem. Ludzie myśleli, że już całkiem. A może nie. Może nie miało to dla nich znaczenia?

Znowu nóż i ostrze przecinające skórę, aż do mięśni – od genitaliów, aż po tryskającą krwią szyję. Jeszcze cięcia wokół kostek i nadgarstków. Jedno wokół karku i potężna siła zdzierająca całą skórę na raz… Ból tak silny, że fizycznie niszczący fragmenty mózgu. Zbyt silny, by stracić przytomność. Nieopisany żadnymi słowami. Ból, który zabija. Lecz nie natychmiast…

– Ja jeszcze żyję!!! Ja wszystko czuję!!!

Tego niemego wołania nikt nie słyszy. Nikt nie rozumie. Nikt nigdy nie słyszał. Nikt nigdy nie próbował zrozumieć. Nie w tym miejscu. Ostatnie krople krwi spływają po żuchwie, a wraz z nimi uchodzące ostatnie fragmenty mglistej świadomości.

W niemierzalnych cierpieniach kończy się życie, które cierpieniem było naznaczone od chwili narodzin.

Nie. To nie opis dramatu jednego z setek tysięcy psów zabijanych w Chinach w dzień powszedni, czy podczas festiwalu psiego mięsa w Yulin.

To nie barbarzyński ubój rytualny w Izraelu, czy kraju arabskim. Ubój rytualny, który suma sumarum jest w końcu także w Polsce dopuszczalny.

Przytoczony opis, to codzienność w każdej polskiej przemysłowej rzeźni. W każdej tego typu rzeźni na świecie. To los krowy, która najpierw całe życie była sztucznie zapładniana by dawała mleko, a gdy już jej ciało nie było w stanie sprostać normom, otrzymała wyrok śmierci. Takiej śmierci.

To Twój stek. To Twoja pieczeń. Twoja rolada. Twój BigMac, Twój Burger King, Twój mielony.

Tak nie jest zawsze. Czasami ogłuszenie wystarczy, by cały ten horror dział się poza świadomością. Ma to miejsce jednak codziennie. Dzień za dniem. W setkach ubojni w kraju. W tysiącach na całym świecie.

W Polsce w podobnych warunkach ginie 860.000.000 zwierząt rocznie. Krów, świń, owiec, kur, indyków, etc.

Na świecie? 24.000.000.000. Każdego roku.

W Chinach w podobnych mękach giną psy. Cóż z tego? Świnia podobno jest mądrzejsza od psa. Do tego czuje tak samo i cierpi tak samo. Odczuwa takie samo przerażenie. Tak samo umiera.

Zjedz psa. Co za różnica? Nie bądź hipokrytą!

Mięso, a humanitaryzm

To, że jemy świnie, krowy i inne zwierzęta hodowlane, a nie jemy psów i kotów jest wyłącznie kwestią szerokości geograficznej i kultury, w jakiej wyrośliśmy. Dla nas, miłośników psów, myśl o spożywaniu naszych najlepszych przyjaciół bliska jest uczuciu towarzyszącemu kanibalizmowi.

Ale przecież w Indiach ta sama myśl o zjedzeniu krowy to świętokradztwo. Na bliskim wschodzie nikt nie tknie wieprzowiny, bo religia wmówiła tam ludziom, że świnia jest nieczysta. Kilka tysięcy kilometrów robi wielką różnicę. Szczególnie świniom i krowom.

Chińczycy jedzą psy. Barbarzyństwo!! Jakim trzeba być skurwielem, żeby się tego dopuścić?! Prawda?!

Przecież psy to członkowie rodziny! Czasami moje psy są dla mnie niemal jak rodzeństwo. Czasem prawie, jak dzieci. Razem jeździmy na wakacje. Razem spędzamy wieczory, pływamy na kajakach, razem śpimy. Tulimy się do siebie, łakniemy swojej bliskości, czułości, wzajemnej opieki.

Stresują się przed wizytą u lekarza, dokładnie tak, jak ludzie. Muszę je wówczas pocieszać. To takie ludzkie. Ekscytują się wsiadając do auta na myśl o poznaniu nowego miejsca, do którego będą jechały. Czują dokładnie tak samo, jak my. Tylko brak w nich zawiści, nienawiści i fałszu.

Bez cienia wątpliwości rozpoznajemy nawzajem swoje emocje. Umiem z ich oczu wyczytać wszystko – radość, miłość, strach, tęsknotę, niepokój, lęk, nadzieję. One z moich też. Są moją rodziną. Najbliższą.

A inne psy? Te obce? Szczeniaki naturalnie wzbudzają we mnie wzruszenie. Te duże budzą szacunek i respekt. Z jednakową łatwością umiem w ich oczach dostrzec to samo, co u moich psów. Może poza miłością. Ale wiem, że gdyby nagle stały się moje, również miłość pojawiłaby się w ich oczach już po bardzo krótkim czasie.

Kurwa!! Jak można?!!

Jebani Chińczycy? Tam gotuje się psy żywcem i żywcem odziera ze skóry. Są towarem. Są mięsem na obiad. Jak można?!! Prawda?!

Kura, krowa, świnia… ok. No, ale to zwierzęta hodowlane, więc to co innego.

Azja generalnie nacechowana jest brakiem poszanowania dla życia i cierpienia. W knajpach można zamówić mózg żywej małpy – wyjada się go pałeczkami z otwartej czaszki wciąż świadomego zwierzęcia zamkniętego w coś w rodzaju dybów. W końcu gaśnie. Na oczach rozbawionych klientów restauracji.

Można też zamówić żywego smażonego karpia – skrobie się go na żywca, nacina poprzecznie w kilku miejscach i żywego wrzuca na kilka chwil do woka z rozgrzanym tłuszczem. Wystaje tylko głowa. Te kilka chwil wystarczy, by mięso się ścięło, ale organy wewnętrzne nie ucierpiały, więc ryba na talerzu wciąż żyje, kiedy jest zjadana.

A może Azja wcale nie jest gorsza? Może Azjaci są po prostu mniejszymi hipokrytami? To, co u nas dzieje się za zamkniętymi ścianami rzeźni, u nich odbywa się na targowiskach i w domach.

Ile z naszych dzieci, wychowywanych w miłości i poczuciu empatii sięgnęłoby po plasterek szynki, gdyby spędziły choćby godzinę nie w Tesco, czy Auchan na mięsnym, ale w miejscu, gdzie ta szynka ma swój początek i koniec?

W Kanadzie natomiast raz w roku ma miejsce rzeź małych fok. Zabija się je na futra i mięso tłukąc je po głowach drewnianymi pałkami.

W Danii, na Wyspach Owczych i w Japonii szlachtuje się co roku tysiące delfinów. Morza zmieniają swój kolor na krwisto czerwony… Świat protestuje! Podpisywane są petycje. Ludzie się jednoczą w obronie tych ssaków… Kurwa!! Jak można?!! Dlaczego?

W Afryce jakiś dentysta strzela do Lwa dla przyjemności i niemal traci życie podczas ogólnoświatowego linczu. Dlaczego? Przecież ty zjadasz kotleta również dla własnej przyjemności…?! No, ale to nie kotlet z lwa, tylko z hodowlanej krowy.

Dlaczego uznaliśmy, że niektóre gatunki zasługują na naszą miłość, szacunek, a nawet opiekę prawną, a inne są tego wszystkiego pozbawione? Dlaczego jedne traktujemy podmiotowo, a inne przedmiotowo? Dlaczego etykieta „hodowlane” sprawia, że odbieramy im prawo do czucia, a sami uzurpujemy sobie prawo do torturowania i mordowania ich bez opamiętania?

Równolegle budowaliśmy na świecie kliniki i hotele dla naszych czworonożnych przyjaciół a także fabryki śmierci dla tych „hodowlanych”. Wiesz, że to na amerykańskich hodowlach przemysłowych i ubojniach wzorowali się hitlerowcy tworząc obozy koncentracyjne? Stąd tyle podobieństw. Również w efektywności.

Kochamy psy i koty, bo są czyste i pasują do naszych domów. To, że nie pasują do nich świnie wynika wyłącznie ze stereotypu, jaki im towarzyszy. Z warunków, jakie zafundował im człowiek. Chodzą po łokcie w gównie, bo trzymamy je w gównianych warunkach.

A mogłoby być przecież tak…, jak jak w domu słynnej Ester:
https://www.facebook.com/estherthewonderpig/

 

Krowy są głupie? Nieświadome? Prymitywne, odruchowe?

Tak cieszą się krowy uwolnione z rzeźni, które po raz pierwszy wyszły na świeże powietrze i poczuły pod kopytami trawę.

 

Tak natomiast miłość człowiekowi okazuje… kura.

 

Czy mamy moralne prawo traktować zwierzęta hodowlane, jak towar? Jeżeli tak, jedzmy również psy. Na jedno wychodzi.

 

 

Mięso, a zdrowie

Dieta bezmięsna jest zdrowa. Nawet dla najmłodszych i kobiet w ciąży. Podpisuje się pod tym sama Światowa Organizacja Zdrowia.

Istnieją naukowe dowody, że właściwą dietą wegańską można wyleczyć wiele rodzajów raka, chorób układu krążenia, chorób skórnych, chorób stawów, kości i mięśni, a nawet mózgu. Zapobiec można natomiast setkom innych.

A jednak 24 miliardy zwierząt ginie na świecie każdego roku, bo ludzie wciąż uważają, że bez mięsa się nie da.

Uważamy, że skoro mamy kły, to jesteśmy mięsożerni… Cóż za ignorancja. Goryl ma potężne kły, ale mięsa nie tyka. Służą mu do walki, do obrony. Stworzenia mięsożerne zamiast zębów trzonowych (które służą do ucierania pokarmu głównie roślinnego), posiadają łamacze. To potężne zęby ułożone względem siebie w układzie nożycowatym i służą do cięcia mięśni, ścięgien i łamania kości.

Nie mamy łamaczy. Podobnie, jak inne człekokształtne.

Od goryli różnimy się genetycznie jedynie w 2%. Osiągają one na wolności do 183 cm wzrostu i masę do 225 kg. Dorosły samiec jest dziesięciokrotnie silniejszy od silnego mężczyzny i jest w stanie podnieść ciężar bliski jednej tony! A to wszystko jedząc liście, korzonki, banany i inne owoce.

No i co niezwykle znamienne – goryle nie chorują na raka…

Od lat lekarze i naukowcy na świecie wskazują naszą dietę, jako głównego winowajcę powstawania raka i innych chorób cywilizacyjnych.

W 2015 roku działająca z ramienia WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) Międzynarodowa Agencja Badań nad Nowotworami (IARC) umieściła przetworzone produkty mięsne na tej samej liście czynników najbardziej rakotwórczych, co azbest i tytoń.

Czerwone mięso, czyli to pochodzące od ssaków, a zatem również wołowina i wieprzowina trafiło na listę produktów „prawdopodobnie rakotwórczych” za sprawą glifosanu, czyli organicznego związku chemicznego dodawanego w procesie produkcji. Związek ten podejrzewany jest o powodowanie raka jelita grubego, trzustki i prostaty.

Istnieje również ścisły związek między jedzeniem mięsa, a rakiem okrężnicy, odbytu, piersi i macicy. Te odmiany raka rzadko spotyka się w społecznościach, które nie spożywają mięsa lub ograniczają jego spożycie do minimum np. u Adwentystów Dnia Siódmego, Japończyków czy mieszkańców Indii, a występują głównie wśród populacji jedzących mięso.

Czy możemy jednoznacznie winić za raka mięso, czy może współczesny sposób jego produkcji? Ciężko stwierdzić. Rdzenni Indianie, Aborygeni, Eskimosi i inne odizolowane ludy spożywające mięso wolne były od nowotworów. Dopiero przejście na dietę białego człowieka zapoczątkowało u nich powstanie chorób nowotworowych. Miało to związek z dietą wysoko węglowodanową ale i mięsem hodowanym przemysłowo.

Za odkrycie, że to wirusy brodawczaka ludzkiego (HPV) wywołują raka szyjki macicy, prof. Harald zur Hausen otrzymał w 2008 roku Nagrodę Nobla. Teraz twierdzi on, że za inne rodzaje raka odpowiedzialne są również wirusy.

„W krajach arabskich, w których preferuje się baraninę i mięso kozie, zachorowalność na raka jelita grubego jest bardzo mała” – dowodzi profesor – „W Indiach, gdzie konsumpcja wołowiny jest zupełnie wykluczona, rak jelita grubego prawie nie występuje. A w Japonii i Korei, które dopiero od niedawna zaliczają wołowinę do ulubionych przysmaków, obserwuje się gwałtowny wzrost zachorowań na raka jelita grubego”.

Szkodliwym czynnikiem występującym w wołowinie jest w opinii wielu specjalistów od chorób infekcyjnych, odporny na wysoką temperaturę wirus. „Jeśli, na przykład, spożywamy wołowinę na surowo lub tylko krótko ją podsmażamy, temperatura mięsa waha się często w granicach od 30 do 50 stopni Celsjusza – to stanowczo za mało, aby wyeliminować tego rodzaju wirusy” – twierdzi profesor.

Wszystkie rodzaje mięs hodowlanych to ponadto cała tablica Mendelejewa, ale i tygiel hormonów, sterydów i antybiotyków. Taki zestaw to także gotowa recepta na raka. Na własne życzenie.

Niezależnie więc od tego, czy kancerogeny występują w samym mięsie, czy też w w chemii, którą jest faszerowane – faktem jest, że jego spożywanie zabija. Skala tych zgonów zasługuje natomiast na miano prawdziwego ludobójstwa, zwarzywszy że rak stał się przyczyną nr 1 umieralności ludzi na świecie.

Warto o tym pamiętać jedząc kiełbasę z grila, podając dziecku paróweczkę na śniadanko, bo tak bardzo lubi, czy marynując mięso na steka.

 

Mięso, a ekologia

W 2006 roku ONZ obliczyła, że ponad 18 proc. emitowanych na świecie gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z hodowli zwierząt. Wzięty został pod uwagę wydalany przez nie metan oraz inne gazy ulatniające się z ich odchodów, a także paliwo potrzebne do transportowania zwierząt, prąd zużywany podczas hodowli i w czasie przetwarzania mięsa i wiele innych podstawowych czynników. Ten wynik, 18%, to więcej niż samochody, samoloty i inne środki transportu razem wzięte!

Naukowcy z Banku Światowego, którzy wzięli także pod uwagę dodatkowe czynniki, takie jak produkcję nawozów pod paszę, samych pasz czy też stali, z której robi się statki do przewożenia zwierząt, zwiększyli tę liczbę do 51 proc!

Niezależnie od metod obliczeniowych, hodowla zwierząt jest zaliczana do tych ludzkich aktywności, które w największym stopniu przyczyniają się do degradacji środowiska.

Wydajność produkcji mięsa jest zatrważająco mała, a tym samym ponadnormatywnie wymagająca energetycznie i niszcząco wpływająca na środowisko.

Przeciętna kilkuosobowa rodzina w Bangladeszu, która żywi się wyłącznie ryżem, fasolą, warzywami i owocami może przeżyć uprawiając niecały akr ziemi, podczas gdy przeciętny amerykański (jeden!!) konsument, który spożywa około 120 kilogramów mięsa rocznie, wymaga 20 razy (!!!) więcej miejsca pod uprawy!

Niemal 30 proc. niepokrytych lodem obszarów Ziemi wykorzystuje się pod hodowlę bydła lub uprawę roślin przez to bydło spożywanych.

Bydło hodowane na mleko i mięso zjada większość upraw na naszej planecie. W tym samym czasie, każdego dnia, na tej samej planecie głoduje ponad miliard ludzi.

Naukowcy obliczyli ponadto, że gdyby ziarno przeznaczone na pasze wyłącznie na Zachodzie, przeznaczyć na pokarm dla ludzi, można by wyżywić ich dwa razy więcej niż obecnie.

Jedząc stek lub kurczaka zużywamy produkty roślinne, ale i wodę, której zabite zwierzę potrzebowało do życia. Dane są powalające…

1. Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba 12 kg zboża i soi;

2. Aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba 190 litrów wody;

– Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba średnio 20 000 litrów wody (produkcja 1 kg wołowiny pochłania aż 50 000 litrów wody!);

3. Ilość ziemniaków, które można uzyskać z 1 akra (0,405 ha²) ziemi to 18 000 kg;

– Ilość wołowiny, którą można wyprodukować na 1 akrze ziemi to zaledwie 112 kg
4. Aż 100 milionów ludzi można by nakarmić do syta, gdyby mieszkańcy USA ograniczyli jedzenia mięsa o 10%.

 

Co dalej?

Choć zdołałem poruszyć zaledwie fragment ogromu tego tematu, już teraz nasuwa się kilka podstawowych wniosków, ale i trudnych pytań.

Wyeliminowanie diety odzwierzęcej, to koniec głodu na świecie, koniec całej masy śmiertelnych i ciężkich chorób. To drastyczna poprawa środowiska naturalnego, koniec problemów z wodą pitną i koniec przemysłu śmierci, który każdego mięsożercę zrównuje moralnie z nazistą, jeżeli uznamy, że życie ma wartość nadrzędna, niezależnie od gatunku.

Powstają kolejne wątpliwości – skoro mam psy, to czym mam je karmić? W końcu serwując im mięso robię dokładnie to samo, co jedząc to mięso samemu!

Co ze skórzanymi butami, kanapami, paskami do spodni? Co z misiami Haribo i galaretką owocową?

Co z mlekiem, jogurtami, serami? Ich produkcja wiąże się dokładnie z tym samym cierpieniem. Ich produkcja jest jego częścią, bo najpierw zapładniamy krowy, by nieustannie dawały mleko, a później je zabijamy, gdy już nie są w stanie…

Co z dzikimi zwierzętami, które przecież polują? Tego nie zmienimy…

Takich pytań są tysiące. I nie ma na wszystkie prostych odpowiedzi.

Sądzę jednak, że zagadnienie to można podsumować następująco – całego świata nie da się zmienić, ale możemy zmieniać świat wokół siebie. Choćby małymi krokami.

Mięso nam szkodzi. Mięso nas zabija. To już nie teorie, a fakty. Rezygnując z niego robimy dobrze sobie, zwierzętom i planecie.

Zanim jednak człowiek całkiem zrezygnuje z wyzysku zwierząt, choćby dla własnego dobra, należy zrobić wszystko, by wyzysk ten był dla zwierząt jak najmniej dotkliwy.

Skoro z jakiegoś powodu uznajemy, że zwierzęta hodowlane można zabijać, należy zrobić wszystko, by rodziły się, żyły i umierały w możliwie najbardziej godnych warunkach. Bo to właśnie empatia czyni z nas ludzi. Empatia jest podstawą humanitaryzmu, a przynajmniej powinna być.

Nie jem mięsa od dwóch lat i nigdy nie czułem się lepiej. Jajka, mleko i sery jem już tylko ze sklepów ekologicznych. Sądzę, że z nowym rokiem uda mi się zrezygnować i z tego. Trenuję, biegam, ćwiczę siłowo, jestem zdrowy i wydolny, jak nigdy przedtem. No i śpię lepiej wiedząc, że jestem drobnym, ale dobrym elementem wielkiej zmiany. Zmieniam świat wokół siebie, bo nie jest mi wszystko jedno.

Jeżeli Tobie, mimo wszystko jest… zjedz też psa. W końcu wszystko ci jedno…

 

 

Ps. Skoro masz odwagę jeść mięso, miej odwagę obejrzeć cały ten dwunastominutowy film ukazujący prawdę o jego pochodzeniu.

Bartosz Bodnar

Bartosz Bodnar

Redaktor Bezczelny

Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, reklamą, marketingiem i Public Relations. Entuzjasta nowych technologii i zdrowego trybu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!