Już teraz gówno możesz i chuja masz do powiedzenia. Uczestniczysz w pozornie demokratycznych wyborach, choć wcześniej całymi miesiącami sterowano tobą jak autkiem na radio, które na koniec ma trafić do jedynie słusznej mety. Wybrałeś tak, jak miałeś wybrać.

Później, już z całkiem związanymi rękoma patrzysz tylko przez ramię, jak „demokratycznie” wybrana władza rucha cię na wszelkie sposoby – począwszy od podatków, przez wolność sumienia i wypowiedzi, a na Twojej wolności i bezpieczeństwie skończywszy.

Mieliśmy władzę złodziei. No to ją wymieniliśmy na władzę paranoików-dyktatorów. I ja nawet byłbym za dyktaturą, o ile dyktator nie byłby paranoikiem…

Nad tą naszą niby władzą mamy władzę europejską. A nad władzą europejską jest władza światowej finansjery.

No i każdej tej władzy po kolei zależy na tym, żebyś był zerem. Żebyś nic nie mógł. Żebyś był bezradny i bezbronny. Bezwolny i głupi.

Władza mówi ci, co możesz pić, a co palić. Co wciągać, a co wlać do baku swojego auta. Fajki możesz kupić, bo władza ma z tego pieniądze. Ale jeżeli fajki zrobisz i sprzedasz, to jesteś członkiem zorganizowanej grupy przestępczej i idziesz pierdzieć w pasiaki.

Marihuana leczy – są na to tysiące badań. Ale chuj to kogo obchodzi – niech dzieciaki konają w konwulsjach, jeżeli władza na tym ziele nie zarabia.

Kupiłeś olej rzepakowy w Biedronce? Jest git, o ile smażysz na nim schabowe. Ale jeżeli wlejesz go do baku swojego starego diesla (tak, na oleju rzepakowym diesel normalnie pojedzie!!) jesteś przestępcą  – sprawa karno-skarbowa i spore problemy za „produkcję paliwa” i brak odprowadzenia akcyzy i opłat paliwowych.

Ktoś uprawia seks na scenie teatru – minister kultury żąda zdjęcia przedstawienia! Władza wie lepiej, jaką sztukę ma przyswajać obywatel. Cenzura? Skąd!! To troska o wychowanie w moralności.

No i bezpieczeństwo… Władza ma monopol na argument siły. I nikogo nie obchodzi, czy bronisz życia swojego, czy swoich bliskich. Masz nie bronić, bo zostaniesz przestępcą! Bronić może władza.

Dowód? Proszę!

Trenujesz od lat sztuki walki? Według władzy i „prawa” jesteś bronią! Użyjesz swoich umiejętności? Idziesz siedzieć. Nie ważne, jakie były motywy.

Grasz w baseball? Obyś miał na to kwity, bo jakiś debil wpisał do Ustawy o broni i amunicji z 1990 roku zakaz posiadania kija imitującego kij baseballowy. Jak rozumiem oryginał jest legalny…

Posiadanie broni palnej? Kwestia praktycznie niemożliwa, choć kiedyś, w wolnej Polsce każdy miał prawo do jej posiadania. No więc nie ma szans. Broń w praktyce mają jedynie nie umiejący się nią posługiwać policjanci oraz umiejący się nią posługiwać bandyci. Oni nikogo nie pytają o pozwolenie. Ty jesteś zerem, więc nie masz.

Prawo do obrony życia swojego i życia bliskich jest jednym z podstawowych praw podmiotowych człowieka. W założeniu jest święte i niezbywalne.

Przez całe wieki niewinnym był ten, kto w obronie własnego życia zabił napastnika.

Człowiek w drodze ewolucji wraz z powiększającym się mózgiem „stracił kły i pazury”, więc by zdominować świat musiał nie tylko myśleć, ale i stworzyć broń, która dałaby mu szansę wygrywać z lwami, tygrysami i niedźwiedziami.

Broń była w posiadaniu człowieka od zawsze. Bo nawet wtedy, gdy jako gatunek wyszliśmy już z przysłowiowej dżungli, wciąż trzeba było bronić się przed najgorszym z drapieżników – przed drugim człowiekiem.

Broń wyrównuje szanse. Nie każdy ma dwa metry i 20 lat doświadczenia w walkach w klatce. Nie każdy umie posługiwać się nożem. Poza tym napastników może być kilku, a wówczas bez broni szanse spadają niemal do zera. No i napastnik przecież też może mieć broń. Wówczas bez broni w ręku nie mamy już żadnych szans.

Broń jest narzędziem. Takim samym, jak kawał gałęzi. Jak młotek. Jak samochód. Tylko skuteczniejszym. To nie broń zabija, tylko człowiek. Tak jak może zabić gałęzią, młotkiem, czy samochodem. Ten ostatni jest „sprawcą” niemal 3500 zgonów każdego roku w Polsce. Nikt jednak nie zabrania posiadania auta.

 

 

Tematy są zatem dwa – prawo do posiadania broni i prawo do jej użycia. 

Komisja Europejska zaproponowała w zeszłą środę zaostrzenie przepisów dotyczących broni palnej, w tym zakaz nabywania niektórych rodzajów broni samopowtarzalnej przez osoby prywatne. Przyspieszenie prac nad tym projektem to reakcja na zamachy w Paryżu z 13 listopada. (!!!)

Orędownikiem takich zmian jest Elżbieta Bieńkowska – komisarz UE ds. rynku wewnętrznego.

Żebyśmy to mogli lepiej zrozumieć – terroryści strzelają do ludzi z kałachów, w odpowiedzi na co zwykłym obywatelom należy odebrać pistolety, które w takiej sytuacji mogłyby zostać użyte do obrony, czyli wyeliminowania sprawcy!!! 

To tak, jakby w odpowiedzi na rosnącą liczbę napadów na bank zabrać wszystkim ludziom pieniądze! No bo jak nie będzie pieniędzy, to nie będzie co kraść…

Żródło zdjęcia: https://archive.4plebs.org/pol/thread/44293432/

 

Historia zna już takie postawienie sprawy. Historia zna również ciąg dalszy takiej polityki.

Jednym z największych zwolenników ścisłej kontroli państwa nad obrotem bronią palną był Adolf Hitler, który już w 1928 r. wspierał uchwalenie przez Reichstag ustawy o broni palnej i amunicji. Nowe prawo Republiki Weimerskiej stanowiło, że pozwolenie na broń wydawane będzie jedynie osobom o nienagannej opinii i szanowanym przez społeczeństwo. W 1931 r. premier Włoch Benito Mussolini narzucił parlamentowi ustawę zakazującą posiadania broni przez cywilów, by przywrócić porządek społeczny i wyeliminować „tak zwany wywrotowy element”.

18 marca 1938 r. Hitler, już jako wódz Rzeszy Niemieckiej, wzorując się na włoskich rozwiązaniach swojego przyjaciela Mussoliniego, podpisał niemieckie prawo o broni ograniczające prywatne posiadanie jakiegokolwiek rodzaju broni miotającej. Dla Hitlera ustawa była momentem wielkiego triumfu. – Ten rok przejdzie do historii. Pierwszy raz w cywilizowanym kraju istnieje pełna rejestracja broni. Nasze ulice będą bezpieczniejsze, a nasza policja bardziej sprawna. W przyszłości cały świat będzie nas naśladował – mówił wówczas Führer. (uwazamrze.pl)

Również Stalin zabronił posiadania broni wszystkim obywatelom, poza członkom swych opresyjnych służb.

Obecne przepisy, te działające już w UE, jaki i ich kolejne zaostrzenia są więc wzorowane na modelu bolszewickim, faszystowskim i nazistowskim. Wszystkie te systemy miały charakter totalitarny, a ich podstawową cechą wspólną była totalna degradacja znaczenia jednostki przy jednoczesnej wszechwładzy państwa.

Obywatel rozbrojony, to obywatel bezbronny. Naród pozbawiony dostępu do broni ma takie same szanse z opresyjnym państwem, jak ten cywil na zdjęciu stojący przed czołgiem na placu Tian’anmen w 1989 roku. Obywatel taki jest zerem. I tak ma pozostać!

Zawsze, gdy podnoszona jest publicznie kwestia swobodnego dostępu do broni, przeciwnicy, organizacje lewicowe, feministki i inni kosmici podnoszą głos, że więcej broni, to większe niebezpieczeństwo, większa przestępczość i więcej ofiar.

Jednak, jak pokazują badania z całego świata, jest dokładnie i absolutnie odwrotnie!

Zgodnie z danymi Bureau of Justice Statistics (odpowiednika polskiego GUS-u) największy wzrost przestępstw w USA z użyciem broni palnej wystąpił w latach 1992–2000, za rządów Billa Clintona, przeciwnika wolnego dostępu do broni palnej. W 1993 r. w USA popełniono 14 tys. przestępstw z użyciem pistoletu, strzelby lub broni automatycznej, mimo że był to okres, w którym pod naciskiem rządu federalnego większość stanów uchwaliła duże ograniczenia w sprzedaży pistoletów i broni automatycznej. Dopiero w 2001 r., kiedy pod rządami George’a W. Busha nastąpił powrót do swobodnego obrotu bronią, liczba przestępstw spadła o 30 proc., do 8 tys. rocznie.

Niektóre miasta i hrabstwa USA wprowadziły wręcz obowiązek posiadania broni palnej w domu, wzorując się na władzach niewielkiego miasteczka Kennesaw w Georgii, które w 1982 r. uchwaliło obowiązek posiadania broni wraz z amunicją przez każdego właściciela domu. Decyzja ta, pierwotnie wyśmiana przez media, jest dzisiaj stawiana za wzorcową. Przed wprowadzeniem obowiązku Kennesaw zamieszkiwało 5242 mieszkańców, a poziom przestępczości był o 10 proc. wyższy niż średnia krajowa. W ciągu dwóch dekad populacja miasteczka wzrosła ponad czterokrotnie, a poziom przestępczości spadł o ponad 53 proc. Dzisiaj Kennesaw to miejsce wzorcowo bezpieczne.

Zwolennicy swobodnego dostępu do broni wskazują też na wyniki innego miasta – Morton Grave w stanie Illinois, którego ratusz wydał bezwzględny zakaz posiadania broni wszystkim cywilom. Tylko w 2005 r. przestępczość w tym mieście wzrosła o 15,7 proc. przy jednoczesnym niewielkim spadku populacji. Każdy lokalny bandzior wiedział, że praworządni obywatele oddali broń na miejscowy komisariat.

Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce w statystykach dotyczących posiadania broni palnej w rękach prywatnych. 89 na 100 Amerykanów posiada jakiś rodzaj broni palnej, od karabinów maszynowych po niewielkie rewolwery. Dla porównania – w Walii i Anglii na 100 mieszkańców tylko sześciu posiada legalnie jakiś rodzaj pistoletu. I chociaż w Ameryce 15-krotnie więcej ludzi ma dostęp do broni palnej, to na 1 mln Amerykanów statystycznie przypada tylko 2,8 raza więcej ofiar morderstw od tego rodzaju środku przymusu niż w Walii i Anglii. Przykład europejski dowodzi, że ścisłe ograniczenia rynku broni najbardziej sprzyja zorganizowanej przestępczości, która zawsze ma dostęp do wszelkiego rodzaju uzbrojenia. (uwazamrze.pl)

 

Polska ma najniższy w Europie współczynnik liczby sztuk broni przypadającej na 100 mieszkańców. Wynosi on zaledwie 1,3 sztuki. W Serbii na 100 mieszkańców przypada 58,2 sztuki broni!

W obydwu tych krajach liczba morderstw na 100.000 mieszkańców wynosi dokładnie tyle samo, czyli 1,2!!

W Szwajcarii na 100 mieszkańców broni jest 45,7 sztuk. Zabójstwa? 1,07, czyli jeszcze mniej.

W Szwecji broni na 100 mieszkańców jest 31,6 sztuk. Zabójstw 0,7(!!!) na 100.000 obywateli!!

Niemcy to 30.3 sztuki broni i 0,8 zabójstw.

Liczba sztuk posiadanej broni w społeczeństwie nie tylko nie podnosi przestępczości, ale najczęściej w znaczący sposób ją obniża!

Bandyta w Polsce nie tylko wchodzi do naszego domu, jak do siebie.  Wie doskonale, że nie mamy czym się obronić, ale wie też, że nie będziemy się bronić w obawie przed konsekwencjami.

Dla takiego bandyty jesteśmy zerem!

 

 

I tu dochodzimy do punktu drugiego, czyli „prawa”…

Art. 25 Kodeksu karnego

§ 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.

§ 2. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia. 

§ 3. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.

To tyle, w kwestii teorii. W praktyce jeżeli się obronisz, masz przesrane. Jeżeli użyjesz narzędzia bardziej dosadnego, niż napastnik, masz przesrane. Jeżeli on miał mniejszy nóż, niż ten Twój do sushi, który chwyciłeś w ostatniej chwili szykując kolację, by chronić siebie i swoich bliskich we własnym domu – idziesz siedzieć. Na długo.

A tak w ogóle kto pisał to prawo? „Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu„?!!

Nawet dzieciak w piaskownicy wie, że jak się jest atakowanym plastikowymi grabkami w twarzoczaszkę, to wywołuje to strach i wzburzenie i człowieka może ponieść w tych emocjach, człowiek może się wkurwić i w obronie może jebnąć napastnika wiaderkiem, lub łopatką!

I w takich sytuacjach wina zawsze była tego, kto zaczął!

No, ale dobra. Ktoś to „prawo” napisał i ok. Tylko, że póżniej ktoś bazując na tym prawie orzeka o winie.

No i taki ktoś, kto nie nie skończył żadnych „studiów moralnych”, a jedynie prawne, wydaje wyrok. Ktoś, kto nie zna życia, bo nie miał kiedy go zaznać. Kazali mu się nauczyć pięciuset książek o prawie na pamięć, więc zamiast trzymać za tyłki koleżanki na baletach wieczorami, jak inni studenci, ten ktoś czytał. Zamiast dać czasem komuś po ryju, kiedy trzeba było i zamiast doświadczyć na sobie, jak to jest dostać w pysk od silniejszego i poczuć wstyd zmieszany z bezsilnością, on czytał.

No więc taki życiowy inwalida, który życie zna z książek, siedząc z nieznośnym grymasem na swych hemoroidach w śmiesznym tanim kitlu i ze złotopodobnym kajdanem na piersi wydaje wyrok, w którym stwierdza, że obrona konieczna została jednak przekroczona, bo napastnik nie przeżył uderzenia dębowym taboretem podczas ataku nożem.

Ten, tak zwany niezawisły sędzia stwierdza, że ofiara broniąc się przed recydywistą działała z premedytacją i wyrachowaniem, a nie powodowana strachem i przerażeniem. Że zamiast zadzwonić po organa, targnęła się na życie człowieka, który przecież miał trudne dzieciństwo, a życie to przecież najwyższa wartość! On, siedząc na dupie w sali sądowej i życie znając jedynie z książek i akt wie lepiej, jak bardzo boi się ofiara napaści, gwałtu czy rozboju.

8 lat więzienia za zabójstwo przy przekroczeniu granic obrony koniecznej. Oświadczył człowiek, który nie musiał się nigdy bronić, bo nie uczestniczył w życiu. Człowiek, który teraz nie musi się bronić, bo chroni go immunitet i cała reszta opresyjnych służb. Zdał egzamin upoważniający go do decydowania o życiu i śmierci innych. Więc decyduje.

Opisana sytuacja jest przykładem absurdów, jakich nasz wymiar, tak zwanej sprawiedliwości, zna setki.

Paweł Bachmat w pracy Instytucja obrony koniecznej w praktyce prokuratorskiej i sądowej przygotowanej dla Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości przebadał 109 spraw karnych zakończonych prawomocnym wyrokiem. Spośród tych spraw, w 61 sprawach oskarżeni zostali uznani winnymi popełnienia przestępstwa w warunkach przekroczenia granic obrony (art. 25 § 2 k.k.)

„W badanych przypadkach na etapie postępowania przygotowawczego w 95,1 % przypadków osobie działającej w ramach obrony koniecznej stawiano zarzut popełnienia przestępstwa, bez jakiegokolwiek odniesienia do obrony koniecznej. W 4,9 % przypadków osobie działającej w obronie koniecznej stawiano zarzut popełnienia przestępstwa z przekroczeniem granic obrony koniecznej. Wszystkie sprawy zakończyły się złożeniem aktu oskarżenia, a w nich w 86,4 % przypadków, wobec osoby broniącej się, pozostał zarzut popełnienia przestępstwa bez związku z obroną konieczną. W pozostałych przypadkach akt oskarżenia uwzględniał obronę konieczną w tym zakresie, że formułowano zarzut popełnienia przestępstwa z przekroczeniem zasad obrony koniecznej”  pisze Andrzej Turczyn na swojej stronie opisującej wspomniane badanie.

Czyli innymi słowy – prokuratura na dzień dobry KAŻDEGO broniącego się uznała z góry winnym, a sąd podzielił tę opinię w ponad połowie przypadków.

Bronisz się? Masz przesrane!! Nie… lepiej… – w tym kraju masz przejebane! W starciu wymiarem „sprawiedliwości” – jesteś zerem!

Daj się lepiej pobić i pozwól zgwałcić swoją żonę, bo w Polsce lepiej dostać wyrok za sutenerstwo niż za przekroczenie granic obrony koniecznej!

 

 

Podsumowanie.

Polacy są bezbronni. Zarówno w stosunku do władzy lokalnej, krajowej, jak i europejskiej i światowej. Robią z nami co chcą, bo nie stawiamy oporu. Nie zbrojnego, bo tego potrzebna byłaby broń. Nie stawiamy nawet oporu społecznego. Jesteśmy zerem. I tak ma zostać.

Władza nie musi się słuchać ludu, gdy ten jest bezbronny, więc władza robi wszystko, żeby naród rozbroić.

Bandyci będą mieli dostęp do broni zawsze. Przestępstw nie dokonuje się z użyciem zarejestrowanej na siebie broni, a właśnie tej nielegalnej. Przestępcy są jednak władzy potrzebni, bo legitymizują istnienie aparatu nacisku. Im więcej przestępców, tym lepiej można uzbroić służby, tym łatwiej rozbroić naród i tym prościej ograniczyć swobody obywatelskie.

Paradoksalnie – im więcej przestępstw, tym władza czuje się bezpieczniej, bo bez niej rozbrojone społeczeństwo samo się nie obroni.

Marzy mi się świat, w którym będę prawdziwym suwerenem. Nie takim na niby, jak teraz, ale takim naprawdę! Gdzie będę mógł decydować o swoim życiu, również w kwestii jego obrony.

Gdzie za tę obronę, niezależnie od konsekwencji dla agresora, ja nie poniosę żadnych konsekwencji. Moja przestrzeń, mój dom, moje zdrowie, moja rodzina, mój świat – to jest święte i mam prawo do obrony moich świętości w każdy możliwy sposób.

Marzy mi się świat, w którym broń będzie jedynie przedmiotem… którym przecież w praktyce jest. Świat, w którym możliwość jej posiadania będę miał ja i moi bliscy, a nie tylko bandyci i władza.

Świat, w którym bandyta wychodząc do „pracy” będzie zawsze liczył się ze śmiercią poniesioną z rąk zwykłego obywatela.

Doświadczenia innych krajów pokazują jasno, że taki stan rzeczy podnosi bezpieczeństwo i że dzięki powszechnemu dostępowi do broni spada przestępczość. Nie pozwólmy więc sobie wmówić, że kolejne ograniczenie naszej wolności jest dla naszego dobra!

Politycy, to nasi pracownicy. Mają słuchać swojego pracodawcy, czyli narodu. Nauczmy się w końcu wydawać polecenia podwładnym, bo inaczej nigdy nie przestaniemy być zerem!

Bartosz Bodnar

Bartosz Bodnar

Redaktor Bezczelny

Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, reklamą, marketingiem i Public Relations. Entuzjasta nowych technologii i zdrowego trybu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

[et_pb_dpfullwidth_blog admin_label=”Potfolio Bartek” title=”Bartosz Bodnar – wszystkie teksty” fullwidth=”on” include_categories=”19″ show_title=”on” lightbox=”off” custom_url=”off” show_date=”on” show_excerpt=”off” arrow_placement=”on” background_layout=”light” auto=”on” auto_speed=”3000″ saved_tabs=”all”] [/et_pb_dpfullwidth_blog]
[et_pb_dpfilterable_blog admin_label=”DP Filterable Blog” fullwidth=”off” include_categories=”13,7,3,6″ show_title=”on” lightbox=”off” custom_url=”off” show_categories=”on” show_date=”off” show_excerpt=”off” show_more=”off” show_pagination=”off” background_layout=”light” use_border_color=”off” border_color=”#ffffff” border_style=”solid”] [/et_pb_dpfilterable_blog]
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!