Mała Ania

Najmłodszą dziewczynkę wziąłem na kolana. Bardzo łaknęła mojej uwagi.
W Domu Dziecka potrzeba bliskości to przecież rzecz oczywista.

Ale ona patrzyła na mnie inaczej. Miała 8 lat. Jej spojrzenie było jednak całkiem dorosłe. W pełni dojrzałe i pełne seksualnego napięcia, co pojąłem dopiero po chwili.

Na początku w ogóle tego nie dostrzegałem. Nie rozumiałem. Pewnie nie chciałem rozumieć. Małe dziecko siedzące mi na kolanach patrzyło mi namiętnie w oczy, po czym ze spokojem i gracją położyło dłoń na mojej twarzy. Nie odrywając wzroku zjechało dłonią na moje piersi i uśmiechnęło się zalotnie.

Dopiero, gdy jego dłoń zaczęła zsuwać się w stronę mego pasa, a ono przygryzło wargę z podniecenia zerwałem się na równe nogi i posadziłem je na krzesło. A może nawet rzuciłem. Nie pamiętam już. Z wielkim przerażeniem spojrzałem pytająco na wychowawczynię, która siedziała obok. W jej oczach dostrzegłem głębię dramatu tego maleństwa, ale dopiero późniejsza opowieść o domu małej Ani rzuciła mnie naprawdę na kolana.

Jak byłem mały sądziłem zawsze, że bidul jest najgorszym, co może spotkać dziecko. Taki był mój obraz świata z perspektywy ciepłego, kochającego Domu. Kilka historii, jakich nasłuchałem się w Domu Dziecka z jednej z podwrocławskich miejscowości sprawiło, że zacząłem myśleć dokładnie odwrotnie. Dom Dziecka był najlepszym, co spotkało te dzieciaki w ich przerażającym życiu.

Mała Ania była z pełnej, ale tak zwanej dysfunkcyjnej rodziny. Rodzice pracowali co najwyżej dorywczo. Utrzymywali się z zasiłku. Nadużywali alkoholu, choć z braku pieniędzy najczęściej i tego brakowało.

Ojciec małej Ani znalazł jednak sposób, by zapewnić sobie ciągły do niego dostęp. Ojciec małej Ani sprzedawał małą Anię kolegom za butelkę wódki.

Stosunki seksualne ze starymi, brudnymi, śmierdzącymi wódą i rzygowinami menelami nie były dla małej Ani niczym nowym. Takie stosunki utrzymywała z własnym ojcem od skończenia czwartego roku życia. Musiała uznać, że tak ma być. Że tak jest normalnie.

Do ojca małej Ani koledzy przychodzili regularnie. Zasada była prosta – płatność z góry. Za to wypić można było wspólnie. Piła też matka małej Ani. Póżniej klient oddalał się do pokoju rodziców, gdzie mała Ania musiała już czekać. Tutaj zasady się kończyły. Klientowi wolno było wszystko.

Mała Ania była więc gwałcona na wszystkie możliwe sposoby, podczas gdy śmiechy rodziców dochodziły zza ściany. Matka biła ją, gdy mała Ania próbowała uciekać z pokoju. Później już nie próbowała. Po latach lekarze stwierdzili, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Również jej odbyt nigdy nie osiągnie pełnej sprawności po kilkukrotnim rozerwaniu. Wirusa HPV też łapie się na całe życie. U małej Ani najczęściej doprowadza on do silnych zakażeń jamy ustnej. Tam się nim zakaziła.

Kiedy Klient skończył, wchodził następny. I następny. I następny. Chcąc skorzystać z małej Ani raz jeszcze, trzeba było zapłacić ponownie. Nie dało się na zeszyt. Tak więc wycieczka do sklepu i można było znów zacząć bawić się na nowo.

To trwało cztery lata. Niemal codziennie. Kończąc osiem lat mała Ania miała już na swoim koncie więcej mężczyzn i więcej odbytych stosunków, niż przeciętna kobieta przez całe swoje życie.

Mała Ania polubiła to, co się z nią działo. Musiała to polubić. Tak bronił się przed szaleństwem jej młody niewinny mózg. Wykorzystywanie seksualne utożsamiała z bliskością, z okazywaniem uczuć, utożsamiała to z miłością, bo innej formy nigdy nie zaznała.

W końcu Policja przesłuchując jednego z meneli w zupełnie innej sprawie dowiedziała się przypadkiem o domu uciech niedaleko Rynku w małym miasteczku. Mała Ania została uwolniona. Ojciec i matka skazani. Na jakieś dwa lata. Wyszli po roku. Mogą odwiedzać dziecko.

Większość dzieci z tego Domu Dziecka miało na koncie podobne dzieciństwo. W najlepszym wypadku były bite i katowane. Ale one miały szczęście. Były z domów patologicznych, dysfunkcyjnych, a zatem monitorowanych przez Opiekę Społeczną.

 

 

Zosia

Dom Zosi nie był monitorowany. Jej tato pracował w banku. Mama prowadziła własną działalność. Powodziło im się lepiej, niż przeciętnie.

Mama zawsze była perfekcjonistką. Idealny dom, idealny mąż, idealna praca, idealna fryzura i paznokcie. Dziecko też miało być idealne. Ale nie było.

Zosia była zawsze bardzo uczuciowym dzieckiem, ale żyła w świecie swojej wyobraźni. Przez to była zawsze roztargniona, trochę wolniejsza niż rówieśnicy. Często coś gubiła, bądź niszczyła przez nieuwagę. Miała też problemy z nauką, ponieważ nie mogła się skupić na lekcjach.

Mama Zosi zmuszona była tą sytuacją zarządzić. Zobowiązała więc tatę Zosi do systematycznego bicia dziecka za każde przewinienie. Dała mu też narzędzie – szpicrutę, której używała do poganiania konia podczas weekendowych ujeżdżań w stadninie pod Lublinem. Na konia działała.

Na Zosię działała słabiej. Ciężko biciem wyegzekwować utratę wrażliwości. Była więc bita częściej i mocniej. W szkole nikt nie zwróciłby zapewne uwagi na jej kompletną alienację i przygnębienie, bo przecież od zawsze żyła w swoim świecie. Gdzieś obok.

Nikt by nie zauważył ran na psychice, gdyby nauczycielka WF’u nie zauważyła krwawych pręg po szpicrucie na plecach i pośladkach dziecka. W obecności lekarza i policji przebadano dziecko. Okazało się, że na całym jej ciele można było znaleść trwałe blizny. Również na kościach po kilku przebytych złamaniach.

Zosia nie powiedziała, skąd są te ślady. Mówiła, że jest niezdarą. Że często upada. Nic więcej.

Rodzice wszystkiego się wyparli. To wystarczyło.

 

 

Horror w liczbach

Historia małej Ani, czyli wykorzystywanie seksualne dziecka w domu rodzinnym, to według policji dramat około 3% dzieci w Polsce. Oficjalnie, bo prawdziwych danych nikt nie zna. Infiltracja przestrzeni domowej jest trudna, bądź niemożliwa, a problem co najmniej wstydliwy i ukrywany. Również przez sprawcę.

Szacuje się jednak, że molestowania we własnych domach, może doświadczać nawet 10% polskich dzieci. To grubo ponad pół miliona (!!!).

Inaczej sprawy mają się z biciem. Tutaj dane są dużo bardziej precyzyjne. Nie dlatego, że policja jakoś skuteczniej monitoruje ten problem ale dlatego, że Polacy bardzo chętnie do bicia się przyznają.

Według badań opublikowanych w listopadzie 2013 roku przez TNS OBOP dla portalu Gazeta.pl, 60% Polaków akceptuje klapsy, 40% bicie dzieci. 35% Polaków nie uważa, że bicie dzieci jest niezgodne z prawem, a 33% uznaje bicie dzieci za skuteczną metodę wychowawczą.

Według Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego kary cielesne są obecne nawet w 80% polskich domów.

I choć bicie biciu nie jest równe, bo klaps to nie to samo co katowanie metalowym prętem, czy przypalanie papierosami, to jednak już same liczby przerażają.

Według psychologów już jeden klaps rujnuje w dziecku poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do rodzica, wiarę w jego miłość. Systematyczne klapsy powodują trwałe zmiany w strukturach mózgu.

„Krzywdzone dzieci chorują częściej. Nie ulega wątpliwości, że krzywdzenie dzieci jest jednym z podstawowych zagrożeń (skutków lub przyczyn) zdrowia psychicznego. Mówią to psychoterapeuci od niepamiętnych czasów. Większość ludzi z zaburzeniami emocjonalnymi, nerwicami, depresjami, miała w dzieciństwie drastyczne albo subtelne formy krzywdzenia. A zaburzenia zdrowia psychicznego są jednym z największych wyzwań zdrowia publicznego w przyszłości. Każdy rok życia w ciągłym stresie uszkadza system immunologiczny.” czytamy w raporcie PZP.

(http://www.psychologia.edu.pl/dziupla-jurka/teksty/1372-polska-przemoc-domowa.html)

Skutki doraźne bicia, to:

–          cierpienie i lęk,

–          obniżenie odporności i zaburzenia somatyczne,

–          urazy,

–          trudności w nauce,

–          zaburzenia zachowania i agresywności.

Skutki długotrwałe, to:

–          choroby psychosomatyczne,

–          zaburzenia emocjonalne i uzależnienia,

–          brak satysfakcji z życia,

–          trudności we współżyciu z ludźmi,

–          predyspozycje do stosowania przemocy.

Większość Polaków zetknęła się z przemocą domową. Biją i znęcają się psychicznie mężczyźni i kobiety. W zaciszu czterech ścian panuje przemoc fizyczna, psychiczna oraz seksualna. Tak wynika z rządowego raportu.

W I półroczu 2014 r. policja wykryła aż o 42 proc. więcej jej przypadków niż w analogicznym okresie ub.r. Po raz pierwszy wskazano też na wykorzystywanie ekonomiczne – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”

Od początku roku policjanci założyli ponad 39 tys. niebieskich kart – dokumentów potwierdzających przemoc. W tym samym okresie 2013 r. było ich 27,7 tys. Statystyki przeczą stereotypom, że domowe nękanie to domena ubogich rodzin. Najwięcej niebieskich kart założono w 2014 r. w Dolnośląskiem i Warmińsko-Mazurskiem, ale także w Małopolskiem, które nie należy do najbiedniejszych – wskazuje dziennik.

Zbierając wszystkie dane do przysłowiowej kupy jawi nam się obraz krwawej i przerażonej Polski. Polski bitych i gwałconych dzieci. Polski maltretowanych i zastraszanych kobiet, ale coraz częściej też i mężczyzn. Polski skrzywdzonej. Fizycznie i psychicznie.

 

Jak trwoga, to do Boga?

Jak to możliwe, że w kraju szczycącym się ponad 90% przynależnością do kościoła katolickiego, wyznającego tak szczytne wartości miłości bliźniego, dochodzi do takich dramatów?!

Rzecz w tym, że kościół nie ma nic przeciwko…

– Pismo Święte mówi wyraźnie: „Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć”. Oznacza to, że rodzic w procesie wychowania ma prawo do używania kar. Mniej więcej do 3 roku życia odpowiednim środkiem jest klaps, później nie ma potrzeby używania go, bo do dziecka zaczynają dochodzić racjonalne argumenty, konsekwencje. To one przejmują funkcję „rózgi” – mówi ksiądz Jarosław Szymczak z Wydziału Studiów nad Rodziną UKSW. (Na Temat)

Do 3 roku życia dziecka należy je bić! Trzyletnie dziecko?! Maleństwo, które wymaga 100% miłości, delikatności, subtelności?! Takie dziecko NALEŻY bić, bo nie docierają do niego jeszcze racjonalne argumenty? Mówi to ktoś czyli ktoś, kto o dzieciach wie przecież najwięcej. W końcu jest księdzem.

I ten ksiądz-dewiant, w moich oczach pieprzony zwyrodnialec może coś takiego powiedzieć publicznie w kraju, w którym oficjalnie bicie dzieci jest karalne i nie jest pociągnięty za to do żadnej odpowiedzialności?! Choćby w imię Art. 255 §3 KK za nawoływanie do popełnienia przestępstwa…

A co na to Papież?! …chciałoby się wykrzyczeć!! Może taki ksiądz, to podobny psychol jak Oko, nie zasługujący na uwagę. Może głos Papieża w tej sytuacji da nadzieję na ratunek w kościele?

Oto jego słowa…
– Jeden z ojców powiedział: „Czasami muszę uderzyć dzieci, ale nigdy nie biję ich po twarzy, aby ich nie poniżyć”. Jakie to piękne. Ten ojciec ma poczucie godności swoich dzieci. Musi ukarać, czyni to sprawiedliwie i idzie dalej – mówił Franciszek. (http://www.tvn24.pl)

Czym to się różni od prymitywnego i barbarzyńskiego islamu?

„Bądźcie dobrzy dla kobiet, gdyż one są u was brankami(…). Jeśli one czynią nieposłuszeństwo widoczne, to pozostawiajcie je w łożach i bijcie je w sposób nieszkodliwy.” (Sahih Ibnu Huzejma, Hadis Nr 2809)

„Żywi ją z tego, co sam posiada i ubiera z tego, co ma, jeśli jest w stanie i nie wolno jej bić po twarzy, ubliżać a oddalać się( w przypadku jej nieposłuszeństwa) od niej tylko w domu.” (Sahih Ibnu Habban, Hadis Nr.4175)

 

 

Diabeł w sutannie

Kościół nie próbuje zwalczać przemocy nie tylko w swoich czterech ścianach. Kościół oficjalnie sprzeciwił się podpisaniu przez Polskę konwencji antyprzemocowej! Dlaczego?

Kościół zezwalał na gwałty na dzieciach dokonywane przez księży-pedofili. W katolickich sierocińcach w Anglii, Irlandii i w całej Europie dzieci były gwałcone masowo przez całe dziesięciolecia.

Na niemal wszystkich placówkach katolickich na całym świcie dzieci były wykorzystywane przez duchownych. Przypomniał nam o tym ostatnio arcybiskup Wesołowski perwersyjnie wykorzystujący najmłodszych na biednej Dominikanie. Za coś do jedzenia. Za chwilę uwagi. Z potrzeby miłości.
Przypomniała nam o tym sprawa Siostry Bernadetty, która z prowadzonego przez siebie sierocińca zrobiła działający przez lata dom tortur i gwałtów dla kolejnych pokoleń niewinnych wychowanków.  Kościół nie tylko nie zwalczał tego zjawiska, ale robił wszystko by chronić sprawców i zatuszować kolejne skandale.

Kolejni papieże, z JP2 na czele skutecznie walczyli o dobre imię kościoła ukręcając łeb każdej kolejnej sprawie o molestowanie.

Kościół jest ostatnią instytucją, w której należałoby szukać pomocy.

 

 

 

Winny

Największym winnym tej wielkiej zbrodni jest społeczne przyzwolenie. Również na przysłowiowego klapsa. Problemu wykorzystywania seksualnego nie zwalczy się łatwo, bo wszyscy w tym temacie milczą – świadomi swej zbrodni sprawcy oraz stłamszone ofiary.

Ale temat bicia dzieci podnoszony jest głośno i oficjalnie. Prawa do fizycznego karania bronią kościół i środowiska prawicowe, bo wydaje im się, że bronią prawa rodziny do samostanowienia. Z jednej strony walczą jak lwy o zamrożone zarodki, z drugiej zaś los narodzonych maleństw wydaje im się kompletnie obojętny.

Bicie dzieci to parszywa zbrodnia, która swoje źródło ma w głupocie, znieczulicy i bezsilności rodziców. Każdy klaps wymierzony w dziecko jest dowodem słabości wymierzającego go opiekuna.

Nie można kochać i bić! Nie można troszczyć się i krzywdzić!

Dzieci są naszym największym skarbem. Naszym małym-wielkim cudem! Obowiązkiem rodzica jest je wychowywać. Czasem poprzez kary, które osobiście wolę nazywać konsekwencjami, ale przez bicie?! NIGDY!

Dla mojego ośmioletniego synka jestem superbohaterem. Jestem największy, najsilniejszy, najmądrzejszy. Jestem jego żołnierzem, jego tarczą, jego bronią. Przy mnie czuje się najbezpieczniej na świecie. I choć sam biłem się setki razy w życiu, głównie w ringu, to nigdy, ale to przenigdy nie podniosłem ręki na moje maleństwo! Kiedy go tulę i trzymam na rękach, zastanawiam się czasami jakim trzeba być zwyrodnialcem, by uderzyć istotę tak delikatną, dla której jesteśmy przecież jedyną ostoją?!

Czy moje dziecko jest rozpieszczonym, bezstresowo wychowywanym gówniarzem, któremu wszystko wolno? Nic bardziej mylnego! Kiedy ostatnio dostał jakąś karę? Nie pamiętam… Nie było takiej potrzeby, bo są inne, po stokroć lepsze metody wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku.

Choć nie musi, mówi do mnie wyłącznie „Tatuniu”. Sto razy dziennie, sam z siebie, mówi jak bardzo mnie kocha. Całuje mnie przy każdej okazji. I razem ze mną trenuje boks…

Prawdziwy mężczyzna nie krzywdzi swojej rodziny. Prawdziwy ojciec nigdy nie podnosi ręki na swoje dziecko. Ten, kto to robi jest śmieciem, zasługującym wyłącznie na potępienie. Jest hańbą dla rodzaju męskiego. Nie ma i nigdy nie będzie usprawiedliwienia dla takiej formy okazania własnej słabości i bezradności.

Naszym obowiązkiem jest walczyć o prawa bitych dzieci do nietykalności. W Polsce jednak nie reaguje się na krzyki za ścianą. Nie pomaga się na ulicy szarpanej kobiecie. Nie daje się po gębie babie, która leje swoje pięcioletnie dziecko, bo to za wolno idzie, a ona się przecież spieszy!

A dlaczego nie daje się jej po pysku? Bo przecież kobiet się nie bije. Bo przecież bicie to przestępstwo i można trafić za kraty. Bo na to są paragrafy. Bo facetowi nie przystoi…
Ale dzieci się w Polsce bije! W świadomości społecznej rodzic może bić swoje dziecko. Właśnie dlatego, że jest SWOJE. Rodzic w Polsce uważa, że dziecko jest jego własnością, którą ma prawo dowolnie dysponować.

Bicie dziecka to jest przestępstwo i można za nie trafić za kraty! I są na to twarde paragrafy! I to nie przystoi ani facetowi, ani kobiecie, ani nikomu na świecie.

Przede wszystkim jednak bicie dziecka to pieprzone barbarzyństwo warte każdego potępienia!

Skoro wolno wybić szybę, by ratować psa pozostawionego w aucie przez właściciela-debila, ja uzurpuję sobie prawo do wybicia zębów człowiekowi, który w jakikolwiek sposób krzywdzi dziecko. Swoje, nie swoje. Wszystko jedno. Bo tego wymaga elementarna przyzwoitość. Bo słabszych należy bronić. Tego podobno nauczał kiedyś kościół…

Wiem. Jestem w mniejszości. Jest nas tylko 20%. Ale zarówno mała Ania, jak i Zosia i tysiące ich braci i sióstr w cierpieniu zasługują na to, by stanąć w ich obronie. Same bronić się nie potrafią.

Bartosz Bodnar

Bartosz Bodnar

Redaktor Bezczelny

Humanista. Kapitalista. Ateista. Od lat związany z biznesem, reklamą, marketingiem i Public Relations. Entuzjasta nowych technologii i zdrowego trybu życia. Miłośnik zwierząt. Sportowiec-amator. Pragmatyk, przeciwnik kościoła katolickiego i innych sekt. Wolnościowiec.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!